*  PYTANIA W RUCHU  *  PYTANIA W RUCHU  *

 

Mozaika eurozatrudnienia

Umowy śmieciowe i walka

 

Panuje powszechna opinia, że w dobie neoliberalizmu niepewne formy zatrudnienia wypierają tradycyjne umowy o pracę.

Liberalni komentatorzy traktują to jako dowód pożądanej „mobilności” i „elastyczności”. Tego, że żyjemy w czasach zupełnie nowych stosunków pracy, w których „lekkość” wydajnych, obrotnych i nieprzywiązanych do jednego miejsca pracy zatrudnionych kontrastuje ze starymi, „ciężkimi” etatami z przerośniętą biurokracją i rozbuchanymi związkami zawodowymi. Krytycy neoliberalizmu odrzucają ten niebiański obraz wskazując na tragiczną zwykle sytuację zatrudnionych na „umowach śmieciowych”, pozbawionych najbardziej elementarnych praw pracowniczych. Jednak wielu krytyków dzisiej­- szego systemu także przyjmuje za fakt, że mamy do czynienia z nową epoką niestabilności zawodowej, w której pracownicy mają znacznie mniej siły przetargowej niż dawniej.

 

Dane statystyczne  

Dane statystyczne nie potwierdzają jednak tych tez. Wyolbrzymianie znaczenia niepewnych form zatrudnienia wydaje się bardziej neoliberalnym zaklinaniem rzeczywistości – służącym wpajaniu w pracowników przekonania, że są bezsilni wobec kapitału – niż samą rzeczywistością. W praktyce krzewienie niepewnych form stosunków pracy jest bardzo nierównomierne i bardzo różni się w zależności od państwa.

Ciekawy przykład tego dają dane Eurostatu, instytucji statystycznej Unii Europejskiej,  na temat pracy tymczasowej w 32 państwach europejskich w latach 1999-2010. Średnia pracujących tymczasowo wśród 27 członków dzisiejszej UE zmieniła się w ciągu 11 lat (2000-2010) z 12,2% do 13,9%, co trudno uznać za znaczącą zmianę. Średnia nie uwzględnia jednak ogromnych różnic między poszczególnymi krajami.

W istocie trudno dopatrzeć się jakiejkolwiek logiki w tych różnicach. W „starej Europie” skala pracy tymczasowej nieznacznie rosła w niektórych państwach (Niemcy, Włochy), a nieznacznie spadała w innych (Belgia, Finlandia). W Europie Wschodniej także notujemy wzrost (Polska), lub spadek (Litwa, Łotwa, Bułgaria). Spadek ten można by utożsamiać ze wzrostem bezrobocia w wyniku kryzysu gospodarczego. Tak też wydaje się możliwe wyjaśnić spadek umów czasowych w Hiszpanii (do 25% zatrudnionych), która była pod tym względem niekwestionowanych europejskim liderem w 1999 r. (32,1%).

Jednak inne kraje uderzone mocno przez kryzys wciąż notowały wzrost zatrudnionych na umowach czasowych (Islandia, Irlandia, Portugalia, Grecja). Przede wszystkim trudno wyjaśnić znaczące różnice pomiędzy podobnymi w swej strukturze gospodarczej państwami. Dlaczego Polska miała aż 27,3% zatrudnionych na umowach czasowych w 2010 r., Węgry - 6,7%, Słowacja - 5,6%, a Rumunia zaledwie 1,1%? Niewiele mniejsze różnice dotyczą największych gospodarek Europy Zachodniej: Brytania z Irlandia Płn. (UK) – 6,0% w 2010 r., Szwecja - 15,3 %, Holandia – 18,3%.

Na tle innych państw uderzają dane dotyczące Polski. Kraj nad Wisłą jest państwem o zdecydowanie największym wzroście udziału pracy tymczasowej wśród państw europejskich w badanym okresie. W 1999 r. dotyczyła ona zaledwie 4,6% zatrudnionych. Po 12 latach udział ten wzrósł niemal sześciokrotnie. Warto o tym pamiętać, gdy wciąż słyszymy o konieczności „reform” rynku pracy z powodu jego „nieelastyczności”. Oczywiście można by rzec: neoliberałom nigdy dość. Wszak nawet w przodującej w „reformach rynku pracy” Polsce wciąż znaczna większość pracuje w oparciu o bardziej stabilne formy zatrudnienia.

 

Ograniczenia

Jednak ograniczenia dotyczące umów czasowych istnieją z punktu widzenia samego kapitału. Bez wątpienia każdy kapitalista chciałby, by pracownicy byli posłuszni bojąc się możliwości utraty pracy. Obok bata bezrobocia rolę tę pełnić może bat umów czasowych. Problem w tym, że, szczególnie w branżach opartych o bardziej wykwalifikowaną pracę, duża rotacja załogi jest dla kapitalisty istotną stratą, gdyż każdy nowy pracownik musi zostać na nowo przeszkolony.

Stąd znaczne różnice pomiędzy poszczególnymi gałęziami gospodarki, jeśli chodzi o stałość zatrudnienia, jak również dużo większy udział ludzi młodych, częściej pracujących w branżach wymagających mniejszych kwalifikacji (nawet przy wysokim poziomie wykształcenia), wśród zatrudnionych na „umowach śmieciowych”. W głowie kapitalisty rodzi się więc sprzeczność: idealną sytuacją byłoby posiadanie stabilnej załogi, która jednak wciąż boi się utraty pracy. Dlatego wyolbrzymianie roli „nowoczesnych” form zatrudnienia ma w dużej mierze znaczenie ideologiczne.

 

Stare jak kapitalizm

Warto przy tym podkreślić, że te „nowoczesne” formy są w rzeczywistości stare jak sam kapitalizm. Zawsze w tym systemie praca tymczasowa uzupełniała pracę (także zawsze względnie) stałą. W tych zwykle najtrudniejszych dla pracujących formach zatrudnienia nadreprezentowani byli ludzie z grup społecznych w najtrudniejszej sytuacji: imigrantów, mniejszości narodowych, kobiet czy dzieci. Pamiętajmy jednak, że pracownicy tymczasowi nigdy nie byli i nie są bezsilni wobec swoich szefów. Często stali oni na czele strajków i buntów społecznych. Przykład dzisiejszej Hiszpanii pokazuje, że w państwie o stosunkowo wysokim udziale „umów śmieciowych” masowe ruchy społeczne są jak najbardziej możliwe.

 

Filip Ilkowski

 

 

powrót

strona główna