Ze Świata * Ze Świata * Ze Świata * Ze Świata *

Chavez

Wynik referendum jest wołaniem z dołu

W sobotę 1 grudnia Caracas było dziwnie spokojne. Kampania wokół reform konstytucyjnych proponowanych przez prezydenta Hugo Chaveza oficjalnie zakończyła się dzień wcześniej masową demonstracją czerwonych T-shirtów forsujących hasło „tak”. Piątkowe marsze w centrum stolicy przewyższały liczebnie demonstracje opozycji z poprzedniego dnia. Pośród chavistów mówiło się o gładkim zwycięstwie Chaveza.

Niedziela, dzień referendum, również okazała się dniem spokojnym – to dość dziwne, biorąc pod uwagę stopień aktywności w poprzednich tygodniach. Demonstracje i protesty studentów doprowadziły do zamknięcia głównych uniwersytetów w kilku miastach. Niedobory podstawowych dóbr – cukru, mąki, jaj i mleka – wzmogły narastające poczucie destabilizacji i kryzysu.

Nie ustawały pogłoski o sabotażu na wielką skalę – i zdarzały się przypadki użycia przemocy, takie jak spalenie przez studentów opozycji szkoły pracy społecznej na głównym uniwersytecie w Caracas.

W niedzielę wieczorem oczywistym się stało, że Chavez przegrał głosowanie w sprawie reform. Narodowa Komisja Wyborcza ogłosiła, że głos na „nie” zwyciężył stosunkiem 50,7 procent do 49,3 procent. Było to pierwsze głosowanie przegrane przez Chaveza, odkąd został on wybrany na urząd prezydencki w 1998 r. Natychmiast uznał on swoją porażkę w krótkim i zrównoważonym wystąpieniu telewizyjnym.

Najistotniejszy jest jednak poziom absencji. Nie głosowało około 45 proc. uprawnionych (w porównaniu do mniej niż 30 proc., kiedy to dokonano reelekcji Chaveza na prezydenta w 2006 r.). Ponieważ intensywna kampania na prawicy spowodowała, że głosowała ona w większej liczbie niż poprzednio, jedynym prawdopodobnym wnioskiem jest to, że wsparcie Chaveza osłabło. Części powodów ku temu należy doszukiwać się w samej reformie konstytucyjnej.

Ponad sto trzydzieści klauzul rewidujących konstytucję boliwariańską z 1999 r. dotyczy kilku odrębnych dziedzin. Jednak od samego początku Chavez nalegał, by głosować na nie wszystkie jako na jeden blok. Liczne klauzule były jednoznacznie postępowe – rozszerzenie bezpieczeństwa socjalnego na samozatrudnionych, redukcja dnia pracy do sześciu godzin, nowe klauzule przeciwko dyskryminacji na tle religijnym czy seksualnym.

Reformy dawały też większą władzę Radzie Komunalnej ustano­wionej w 2006 r. oraz misjom – programom usług socjalnych, jak ochrona zdrowia i edukacja, uruchomionym po strajku szefów w latach 2002 i 2003. Termin „władza ludowa” został wpisany do nowej konstytucji i przedstawiony jako gwarancja „socjalizmu XXI wieku”.

Jednak wiele pozostałych klauzul, znacząco rozszerzało uprawnienia prezydenta, np. umieszczając wojsko, policję i państwowy sektor gospodarki pod bezpośrednią kontrolą prezydencką, oraz pozwalało na nieograniczoną reelekcję prezydenta.

Stało to w rażącej sprzeczności z obietnicą przesunięcia rzeczywistej władzy społecznej w stronę oddolnych organizacji. Prawica niesłusznie pokrzykiwała o „dyktaturze” – jednak także dla wielu z lewicy ta koncentracja władzy w rękach Chaveza była kłopotliwa i kłóciła się z retoryką władzy ludowej oraz pogłębiania demokracji.

Reforma ekonomiczna ustanawiała trzy dziedziny gospodarcze: gospodarkę społeczną złożoną ze spółdzielni i „przedsiębiorstw ludowych”, która mogła objąć około 10 proc. całości, sektor prywatny – gwarantujący własność prywatną – jakieś 45 proc. oraz sektor własności społecznej, kontrolowany przez państwo, ulegający postępującej centralizacji pod zwierzchnictwem samego Chaveza. Niezbyt przystawało to do tego, co prawicowe telewizje, np. Globovision, opisywały jako „zniesienie własności prywatnej i nadejście komunizmu”.

Koniec końców, prawica dobrze posłużyła się swą bronią – dominacją w mediach, możliwością stworzenia sztucznych braków podstawowych towarów, zdolnością mobilizacji studentów z prywatnych i bardziej technokratycznych uczelni wokół haseł o dyktaturze. Zdobyła też ważnych sprzymierzeńców – nikogo innego, a samego emerytowanego generała Baduela, zaledwie kilka miesięcy wcześniej obwołanego gwarantem rewolucji boliwariańskiej. Zadenuncjowanie przez niego w krytycznym momencie Chaveza ujawniło podziały wewnątrz armii, którym przez długi czas zaprzeczano.

Te niewątpliwe niepowodzenie nie oznacza, że projekt boliwariański został odrzucony przez ludność, której przytłaczająca większość skorzystałaby na przemianach.

Sugeruje to jednak narastający sceptycyzm co do tego, na ile obietnice zostały spełnione i na ile zostaną dotrzymane w przyszłości. Wiele programów społecznych nie zdołało osiągnąć celów. Liczba wybudowanych domów była niższa od obiecanej, usługi zdrowotne, słusznie uznane za osiągnięcie rewolucji, nie dotarły do wielu oczekujących, fundusze na programy socjalne jak np. edukacja często nie docierało do adresatów. Nie jest to wyłącznie skutek braku wydajności. Jest to konsekwencja masowej korupcji, która zawsze cechowała życie polityczne w Wenezueli, i z którą rewolucja boliwariańska nie potrafiła sobie poradzić. I o ile niedobór towarów nasilił się w trakcie kampanii na „nie”, to w rzeczywistości na długo przedtem stanowiło to ważny problem dla ubogich w Wenezueli.

Tymczasem coraz bardziej radykalna postawa Chaveza w stosunkach międzynarodowych nie zrekompensowała frustracji i rozczarowania odczuwanego przez wielu zwykłych ludzi. Dla nich demokracja, prawdziwy socjalizm XXI wieku, musi oznaczać budowę autentycznej władzy ludu. Możliwości, którą Chavez tak wspaniale wyrażał i symbolizował, ale do której jego obiecana reforma, jak się wydaje, nawet się nie zbliżyła.

Ci Wenezuelczycy, którzy tak entuzjastycznie popierali Chaveza, nie mają złudzeń co do starej klasy rządzącej. Wiedzą, że gdyby powróciła ona do władzy, dokonałaby swej strasznej zemsty, tak jak klasa chilijska klasa rządząca w 1973 r. Wynik referendum jest wołaniem z dołu i sygnałem, jakie społeczeństwo ludzie chcą ujrzeć – społeczeństwo ufundowane nie na władzy jakiejkolwiek jednostki, lecz na prawie ludzi pracy do sprawowania kolektywnej kontroli nad swoim życiem. Innymi słowy – społeczeństwo socjalistyczne.

Mike Gonzales

Tłumaczył Paweł Jaworski