USA nie tak potężne

Globalny kryzys kapitalizmu z każdym dniem staje się coraz poważniejszy.

Recesja obejmuje gospodarki USA, strefy euro, a teraz również Japonię.

W USA kongresmeni narzekają, że banki wciąż nie udzielają kredytów, by stymulować gospodarkę.

“Wielka trójca” koncernów samochodowych - General Motors, Ford i Chrysler - błagają rząd o 25 mld dolarów pomocy. Z kolei rząd obawia się, że upadek tych firm spowoduje lawinę bankructw i ogromną katastrofę ekonomiczną.

Wbrew zapowiedziom, że trzeba pomóc zwykłym ludziom, wzrasta liczba eksmitowanych w USA, których nie stać na spłacenie hipotek.

Spotkanie G20 (najbardziej rozwiniętych państw świata) w połowie listopada - wbrew absurdalnym stwierdzeniu brytyjskiego premiera Gordona Browna, że “to narodziny nowego ładu światowego” - nic nie załatwiło.

Tak naprawdę spotkanie G20 potwierdziło bezład globalnego kapitalizmu. Ład ekonomiczny po II wojnie światowej był oparty na potędze Stanów Zjednoczonych, wówczas obejmujących 50 proc. światowej produkcji. Dziś liczba ta spadła do około 20 proc. Oznacza to, że inne kraje są w stanie odmówić posłuszeństwa USA.

Wyraził to francuski prezydent Nicolas Sarkozy, gdy stwierdził, że “Ameryka to wciąż mocarstwo numer jeden na świecie”, ale dodając: “Czy jest ona jedyna? Nie, nie jest.”

Jeszcze bardziej nietrafne niż opinie Browna były zdania George’a W. Busha, że “cokolwiek zrobimy, musi nami kierować zasada, że głównym celem jest wzrost gospodarczy, a ten może gwarantować jedynie wolnorynkowy kapitalizm,” oraz: "obecny kryzys finansowy to nie wynik załamania się systemu wolnorynkowego."

Ale z jedną opinią Busha można się zgodzić - gdy powiedział, że “kapitalizmu nie trzeba budować od nowa”. Bush ma rację – nie trzeba. Kapitalizm trzeba zastąpić systemem demokracji gospodarczej. Wtedy będzie możliwa prawdziwa współpraca międzynarodowa.