Aborcja

Skrajna prawica kontra kobiety

 

Antoni Sobański, przedwojenny dziennikarz i reporter postępowych „Wiadomości Literackich”, parokrotnie udawał się w podróż do Niemiec po dojściu Hitlera do władzy. Sobański ze swoich wojaży po Niemczech przywiózł kilkanaście reportaży, które składają się na wydaną ostatnio przez Sic! książkę „Cywil w Berlinie”. Sobański w swoich reportażach zauważał  „( ..)biedne są dzisiaj kobiety w Niemczech. Życie im się stanowczo nie uśmiecha. Wicekanclerz von Papen mówi, że życiowa rolą Niemki – o ironio! -  jest umrzeć; tak umrzeć. Mężczyzna powinien umrzeć za ojczyznę z bronią w ręku na polu bitwy (tych pól ma zawsze jakoby wystarczać), a kobieta ma umrzeć w połogu; ale oczywiście nie pierwszym, tylko przynajmniej w dziesiątym (..)”

Znajome? A jakże! W Polsce też niektórym się tak marzy. Zwłaszcza, od kiedy po zmianie rządu  w ubiegłym roku nasiliła się działalność prawicowych posłów, mająca na celu zaostrzenie obowiązującej ustawy antyaborcyjnej.

Przypomnę, w chwili obecnej obowiązuje w Polsce uchwalona w 1993 roku ustawa antyaborcyjna, która jest jedną z najbardziej restrykcyjnych w Europie (obok Irlandii i Malty). Przewiduje ona że, kobieta ma prawo do przerwania ciąży w sytuacji, gdy jest ona wynikiem przestępstwa (gwałt, kazirodztwo), zagraża zdrowiu lub życiu kobiety oraz gdy płód jest nieodwracalnie uszkodzony. W 1996 roku wprowadzono jeszcze czwarty punkt mówiący o możliwości dokonania aborcji z powodu ciężkiej sytuacji życiowej, ale w wyniku orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 1997 r. wycofano go jako pozostający w niezgodzie z konstytucją. Co roku dokonuje się tylko ok. 150 legalnych aborcji w Polsce według kryteriów zawartych w ustawie. A wielu kobietom odmówiono dokonania zabiegu przerwania ciąży w publicznej służbie zdrowia, nawet kiedy spełniają ustawowe warunki. Ale takie ograniczenia praw kobiet nie wystarczają skrajnie antykobiecym posłom prawicy.

Liga Polskich Rodzin chce wprowadzić obowiązek rodzenia przez kobiety, u których badania wykryły ciężkie i nieodwracalne upośledzenia płodu albo nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu.

Powstaje tu jednak pytanie, co w momencie gdy ciąża zagraża życiu i zdrowiu  kobiety, tak jak w znanym przypadku tzn. Alicji Tysiąc, która w wyniku odmowy dokonania aborcji straciła wzrok? Kto będzie istotniejszy dla LPR? Zbitek komórek, które nazywają „dziećmi nienarodzonymi” czy kobieta, traktowana jako inkubator i pozbawiona własnej podmiotowości w projektach ustawy? Pytanie jest oczywiście retoryczne.

Ta zmiana jednak Lidze Polskich Rodzin nie wystarczy – owa partia postanowiła zmienić konstytucje w artykule 38, który do tej pory brzmiał "Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia". Po wprowadzeniu w życie poprawki zaproponowanej przez LPR ten punkt będzie wyglądał tak: "Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci" (ciekawe jak to licuje z lpr-owskim projektem wprowadzenia kary śmierci, czyżby jak u Orwella byli równi i równiejsi, bardziej i mniej zasługujący na ochronę życia zdaniem wspomnianej partii? I kto będzie o tym decydował? Widzę tutaj wyraźną niekonsekwencję...).

Wracając jednak do projektu złożonego w Sejmie przez LPR, podpisało go 130 posłów, zaś jak można było przeczytać w gazetach, posłowie LPR zaprezentowali „Jasia”, czyli plastikowy model dziesięciotygodniowego „dziecka poczętego”, który miał wzmocnić wagę poruszanej przez projekt kwestii. (Zapewne gdyby była to „Małgosia” nie odniosłoby to takiego skutku, ale to uwaga tak na marginesie).

Jako że sytuacja sprzyja podejmowaniu reakcyjnych działań, głos w sprawie aborcji zabrali, także najbardziej zainteresowani tą kwestią, czyli młodzieńcy z Narodowego Odrodzenia Polski (znani już z akcji „Zakaz pedałowania”, którą reklamowali nomen omen za pieniądze polskich podatników podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego, jak widać teraz za nasze pieniądze będą walczyć z aborcją). Zorganizowali oni w kilku miastach pikiety pod wspólna nazwą "Aborcja - prawdziwy holocaust", podczas których kolportowali ulotki oraz zbierali podpisy. 

Wanda Nowicka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny na Europejskim Forum Społecznym w Paryżu, podczas Marszu Kobiet, powiedziała że „wywalczone prawo do aborcji można w każdej chwili stracić”. Polskie kobiety już raz doświadczyły takiego dramatu. Teraz zagraża nam odebranie nawet bardzo ograniczonego prawa do aborcji w ekstremalnych sytuacjach. Zakaz aborcji uderza we wszystkie kobiety, w ich integralność cielesną, w ich potrzebę samostanowienia o sobie, jest emanacją patriarchalnego postrzegania kobiet przez pryzmat niewolnicy zależnej od mężczyzny, za którą państwo, kościół lub mężczyzna decyduje o wszystkim, również o jej ciele. Jednak zakaz aborcji najdotkliwszy staje się dla najbiedniejszych kobiet. Truizmem będzie napisać, że np. menadżerka firmy lub aktorka może wyłożyć przysłowiowe „2 tys. na skrobankę” (jeśli oczywiście kobietom będzie dane zajmować takie stanowiska w nowej ulepszonej Polsce, bo może się okazać, że jedyne, co dla nich przewidują rządzący, to wychowywanie w domu dzieci), a kobieta z małej miejscowości już nie, ale taka właśnie jest brutalna prawda. Tak władza dyscyplinuje i antagonizuje kobiety.

Przypomnijmy sobie wielki ruch społeczny, jaki powstał na początku lat 90-tych, gdy chciano przegłosować najbardziej restrykcyjny projekt ustawy antyaborcyjnej, ruch który organizował demonstracje i zbierał podpisy, wspomnijmy batalie, jakie się wtedy odbywały i sprawmy, jeśli będzie taka potrzeba, by to się powtórzyło, by nie odebrano bez walki resztki prawa kobiet do decydowania o sobie.

 

 

Joanna Wydrych