KRYZYS KAPITALIZMU

Skąd się biorą kryzysy?

Rządy mogą odroczyć kryzysy, ale nie mogą im zapobiec

 

Kapitalistyczny system jest kryzysogenny. Kryzysy są nieuchronne w tym systemie. Rządy mogą co najwyżej odroczyć pojawienie się kryzysu. Dziś widzimy, że nawet wspólne działanie najpotężniejszych państw świata nie jest w stanie zapobiec kryzysowi.

 

Skąd się biorą kryzysy?

Należy szukać źródeł systemowych – nie błędy popełnione przez jednostki tworzą sytuacje kryzysowe, tylko „normalne” funkcjonowanie systemu, które doprowadza do kryzysu rentowności.  Głównym motorem kapitalizmu jest pogoń za zyskiem – gdy powstają prob­lemy w tym procesie, następuje kryzys.

Ten ustrój nagradza najbardziej chciwych. Jednak chciwi ludzie na czele chaotycznej i nieracjonalnej światowej gospodarki sami nie znają skutku swojego działania.

 

Deregulacja

Łatwo zrozumieć dlaczego wielu komentatorów wini falę deregulacji rynków finansów i nieodpowiedzialne zachowanie instytucji finansowych -  szczególnie w ostatnich 10 latach - za obecny kryzys.

Łatwo dostrzec destrukcyjną rolę finansów w światowej gospodarce. Główni  aktorzy na rynkach finansowych dopuścili się niesamowitych wyczynów.

W latach 70-ych i 80-ych pożyczano pieniądze biednym krajom. Poprzez interwencję Międzynarodowego Fun­duszu Walutowego wymuszono na tych krajach cięcia socjalne, płatny system oświaty, prywatyzację szpitali. Jednak za mało można było zarobić z biednych państw, więc zaczęto spekulować na rynkach towarowych i w sektorze mieszkalnictwa w najbogatszych krajach.

 

„Cash for trash”

Potoczny wyraz „Cash for trash” (czyli „Gotówka za śmiecie”) zostało powszechnie przyjęte w USA, by opisać niewiarygodne transakcje na rynku finansowym.

Powstał rynek długów, który dał uczestnikom szybkie zyski. Banki tworzyły „urozmaicone pakiety” długów. Szukano nowych możliwości. Hipoteki dawano niezamożnym ludziom, którym przedtem odmawiano (tzw. hipoteki„subprime”) – początkowo za niskie oprocentowanie, później za coraz wyższe. Pazerne firmy mogły zarobić na wysokich oprocentowaniach, jeśli klient spłacał dług. Jeśli nie, to można było eksmitować człowieka i zarobić na wzrastającej cenie domu.

Zatrudniono błyskotliwych matematyków, by tworzyli nowe skomplikowane „instrumenty finansowe”. Firma mogła nawet zakładać się, że jej dłużnik nie spłaci swoich długów – i firma na tym zarabiała.

 

MARKS i KRYZYS RENTOWNOŚCI

Żeby zrozumieć prawa ruchu systemu musimy zwrócić się do znanego antykapitalisty Karola Marksa.

Marks zgadzał się ze swoimi poprzednikami, takimi jak Adam Smith, którzy stwierdzili, że źródłem wartości ekonomicznej jest ludzka praca. Pokazał, że zyski banków i firm pochodzą z nieopłaconej pracy pracownika.

Marks wyjaśnił, że co jest dobre dla każdego pojedynczego kapitalisty staje się niebezpieczne dla wszystkich razem wziętych.

Dostrzegł, że kapitalizm jest oparty na dwóch podstawowych sprzecznościach.

1. W celu zarobienia jak największych zysków każdy kapitalista chce sprzedać jak najwięcej towarów jednocześnie trzymając płace swoich pracowników na jak najniższym poziomie. Jednak jeśli każdy kapitalista mnoży produkcję swoich towarów i tnie płace swoich pracowników, kto ma kupić jego produkty?

Oczywiście, kapitaliści mogą powiedzieć: „jest nam smutno, że ludziom jest trudno z niskimi pensjami, ale mamy inny sposób na stymulowania gospodarki. Możemy inwestować w maszyny, fabryki i biura. I rzeczywiście problem zbyt niskiej konsumpcji zwykłych ludzi może być rozwiązany tym sposobem. Ale rozwiązany tylko tymczasowo.

2. Pojawia bowiem się druga podstawowa sprzeczność systemu. Marks wskazał na spadkową tendencję stopy zysku. Kapitaliści muszą coraz większe sumy inwestować w maszyny, narzędzia pracy itp. na każdego pracownika.

Np. kapitalista wyposaża biurowych pracowników w maszyny do pisania, a później musi kupić komputery, co pozwala zwolnić część personelu. Albo firma zatrudnia robotników kupując im łopaty, potem kupuje koparki wyrzucając na bruk część załogi.

Inwestycja kapitałowa wzrasta względem liczby pracowników. Marks nazwał ten proces wzrostem „organicznego składu” kapitału. Pierwszy kapitalista inwestujący w nowe maszyny zarabia większe zyski, ale tylko dopóki inni go nie dogonią. Są coraz większe wydatki inwestycyjne i coraz mniej pracowników w danej branży. Zwrot na każdą złotówką zainwestowaną staje się mniejszy, ponieważ praca jest źródłem zysków. Stopa zysku więc spada. (patrz niżej).

 

--------------------------
Amerykański marksista Robert Brenner pokazał, jak stopa zysku w przemyśle wytwórczym w USA spadła z 24,8 proc. w latach 1949-69 do 13 proc. w okresie 1980-1990. Wzrosły ponownie w dekadzie 1991-2000 do poziomu 17,7 proc. (ale nie osiągnęły wcześniejszego poziomu), znów spadając do 14,4 proc w latach 2000-2005.
Z kolei według dwóch francuskich pisarzy Duménila i Lévy’ego “stopa zysku w 1997 r. stanowiła tylko połowę swojego poziomu w 1948 r., a między 60 i 75 proc. swojej przeciętnej wartości w dekadzie 1956-65”.
Spadkowi stopy zysku towarzyszył spadek wzrostu inwestycji w kapitał trwały (budynki, maszyny). W USA spadł od 4 proc. rocznie w latach 60-ych i 70-ych do 3,1 proc. w latach 90-ych i 2,1 proc. w okresie 2000-2006; w Japonii odnotowano spadek w tym samym czasie od ponad 10 proc. do 2,6 proc.; w Niemczech od ok. 7 proc. do 1,6 proc.
W USA stosunek inwestycji w finanse do produkcji wzrósł od 12 proc. w połowie lat 70-ych do 25 proc. w latach 90-ych.