Imperializm
i opór na Bliskim Wschodzie

PYTANIA W RUCHU ALTERGLOBALISTYCZNYM

Dlaczego „dwa państwa” nie są rozwiązaniem dla Palestyny?

Masakra w Kanie jest typowa dla brutalności, z jaką Izrael prowadził nie tylko tę, ale wszystkie swe wojny. Powstaje więc pytanie, w jaki sposób Izrael może w ogóle współżyć pokojowo z resztą Bliskiego Wschodu.
Przez ponad 30 lat ruch palestyński, wspierany przez dużą część lewicy i postępowej opinii publicznej na całym świecie, oficjalnie popierał rozwiązanie w postaci istnienia dwóch państw.
Pomysł polega na tym, że porozumienie mogłoby być osiągnięte między Izraelem a Palestyńczykami poprzez utworzenie dwóch oddzielnych, demokratycznych państw, egzystujących obok siebie w pokoju. Nieżyjący już Jaser Arafat, były przewodniczący Organizacji Wyzwolenia Palestyny, zaaprobował takie rozwiązanie podpisując porozumienie w Oslo, w 1993 r. Uważał je za krok w kierunku utworzenia takich dwóch państw.
Jednak doświadczenie „procesu pokojowego” od czasu Oslo stało się świadectwem, że takie rozwiązanie nie jest realne. Jeden z powodów to ogromna różnica w sile tych dwóch stron konfliktu.
Izrael jest jedną z wielkich potęg wojskowych świata, wspieraną i dotowaną przez USA. W przeciwieństwie do tego władze palestyńskie mają tylko ograniczoną kontrolę nad podzielonym terytorium palestyńskim i są uzależnione finansowo od takich potęg, jak Unia Europejska, która może wycofać swoje poparcie w mgnieniu oka, jak odkrył to Hamas.
Polityka izraelska polegała na ciągłym utrzymywaniu takiego stanu — słabości i zależności OWP.
Zwolennicy rozwiązania dwupaństwowego uważają, że ten fakt jest konsekwencją niechęci polityków izraelskich i być może niekompetencji strony palestyńskiej. Ten argument nie uwzględnia jednak faktu, że kierownictwo izraelskie podejmuje wszelkie środki, aby osłabić Autonomię Palestyńską w celu zachowania bezpieczeństwa państwa żydowskiego. To więcej, niż tylko hipokryzja.
Izrael jest kolonialnym państwem osadniczym — innymi słowy państwem znajdującym się na terytorium zagarniętym pierwotnym mieszkańcom i okupowanym przez uprzywilejowanych autsajderów, popieranych przez zachodnie potęgi imperialne. Wszystkie państwa osadnicze napotykają na podobny problem — co zrobić z ludźmi, których ziemię zagrabiły.
Najlepszym rozwiązaniem, oczywiście z punktu widzenia osadników, jest eksterminacja ludności tubylczej, w idealnym przypadku rozciągnięta na wieki. USA, Kanada i Australia odniosły sukces w takiej polityce.
Innym rozwiązaniem jest wykorzystanie przez osadników tubylców w roli taniej siły roboczej. Ten scenariusz miał miejsce w Republice Południowej Afryki, Rodezji, Kenii. Ma to jednak tę słabą stronę, że prędzej czy później wywłaszczeni tubylcy się zorganizują i odbiorą swoje państwo tak, jak to się stało we wszystkich wymienionych krajach Afryki. Kolonizatorzy syjonistyczni wypędzili miliony Palestyńczyków z ich dotychczasowej ziemi, w większości do krajów sąsiednich. Reszta z nich jest wciąż pod panowaniem izraelskim, którego w różnym stopniu nienawidzą i z którym walczą. Mają w tym ogromną sympatię mas arabskich.
W rezultacie Izrael znajduje się w ciągłym stanie braku bezpieczeństwa — Izraelczycy żyją w sąsiedztwie tych, których wywłaszczyli, w ciągłym stanie wojny z nimi. Izrael nie może tak po prostu przeprowadzić eksterminacji Palestyńczyków — tak usiłowali już zrobić hitlerowscy naziści, wykorzystując drugą wojnę światową jako zasłonę dymną do przeprowadzenia Holocaustu. Prawicowi politycy izraelscy opowiadają się za wysiedleniem mieszkających w ich państwie Palestyńczyków do państw sąsiednich, ale to wzmogłoby tylko antagonizm ze światem arabskim. Sytuacja wydaje się beznadziejna — Izrael nie jest w stanie dojść do pokoju z Palestyńczykami. Jedynym możliwym rozwiązaniem byłaby zgoda na powrót milionów Palestyńskich uchodźców, ale to zniszczyłoby fundament Izraela, jako państwa wyłącznie żydowskiego.
Dlatego jakiekolwiek porozumienie między Izraelem a Palestyńczykami jest z konieczności fałszywe. Premier izraelski Icchak Rabin, który wdał się w „proces pokojowy”, uczynił to z cynicznym założeniem, że OWP jest organizacją niedemokratyczną, która mogłaby trzymać Palestyńczyków w ryzach. Dlatego tylko niewielka doza demokracji, która umożliwiła zwycięstwo Hamasu w wyborach, grozi rozbiciem wszystkiego.
Jedyną możliwą drogą rozwiązania problemu Palestyńskiego, którą OWP porzuciło w 1970 r., jest jedno świeckie i demokratyczne państwo, w którym zarówno Żydzi jak i Arabowie, chrześcijanie i muzułmanie, żyliby w oparciu o zasadę równości. Może to wydawać się zupełną utopią w obliczu obecnej rzezi, ale nie należy oczekiwać natychmiastowych sukcesów w rozwiązaniu tak trudnego konfliktu.
Alex Callinicos
Tłum. Eryk Baradziej