Plany prywatyzacyjne Tuska

Stop prywatyzacji

„Takich planów sprzedaży państwowych spółek nie było w Polsce od ponad dekady” - informowało Polskie Radio. „Rząd chce sprzedać prawie wszystko” – donosił natomiast Dziennik. W dniu 22 lipca media ujawniły plany prywatyzacyjne rządu proponowane przez ministra skarbu państwa Aleksandra Grada. Blisko 20 największych i najbogatszych firm z branży chemicznej i energetycznej może zostać całkowicie sprywatyzowanych. Rząd co prawda wycofał się oficjalnie z planów całkowitej sprzedaży takich firm, jak KGHM czy Lotos (w pierwszym przypadku po ogłoszeniu przez związki zawodowe pogotowia strajkowego), w dalszym ciągu jednak chce pozbyć się ostatecznie m. in. grupy Enea i koncernu Tauron – dwóch największych dostarczycieli energii w Polsce.

Firmy te, ponieważ energia jest naprawdę droga, znajdują się w doskonałej kondycji i ich sprzedaż stanowiłaby poważny zastrzyk gotówki. Można być jednak pewnym, że za to łatanie dziury przez wyprzedaż zapłacą podatnicy. Przykład USA gdzie większość firm dostarczających energię znajduje się w prywatnych rękach powinien skutecznie odstraszać.

Według eksperta do spraw systemów energetycznych prof. S. Oren'a: „Amerykański system energetyczny nie był unowocześniany przez ostatnich 20 lat”. Stąd też zdarzają się awarie jak ta sprzed 6 lat, w wyniku której w północnych stanach i kanadyjskiej prowincji Ontario 60 mln ludzi było pozbawionych prądu!

Według prof. Oren'a USA „mają sieć elektryczną na miarę Trzeciego Świata”! I chociaż firmy energetyczne czerpią gigantyczne zyski, sieci elektryczne w USA znajdują się w fatalnym stanie. Czy chcemy tego również w Polsce? Prywatyzacja kluczowych sektorów gospodarki (tzw. sektorów strategicznych) nie tylko przyczyni się do wzrostu kosztów dla indywidualnych odbiorców, lecz nawet nie zapewni bezawaryjnej działalności. Prywatni właściciele dbają bowiem przede wszystkim o zysk i jak pokazuje praktyka często jest on osiągany bez względu na bezpieczeństwo i potrzeby ludności.

Plany prywatyzacyjne rządu nie ograniczają się jednak do energetyki. Sprzedany ma zostać m. in. Ciech, gigant przemysłu chemicznego produkujący nawozy sztuczne. Na liście są także Zakłady Chemiczne Police, Zakłady Azotowe Puławy, Tarnów i Kędzierzyn. Prywatyzacja zakłada również sprzedaż udziałów m. in. w spółkach TP, Pekao SA, LW Bogdanka i Ruch. Według planów Grada prywatyzacja w różnej formie miałaby przynieść budżetowi 36, 7 mld zł. do końca 2010 r.

Właśnie na tej podstawie Tusk z radością ogłosił, że w przyszłym roku podatki nie zostaną podniesione. Dziura budżetowa pokryta zostanie ze sprzedaży tego, co jeszcze można sprzedać. Chociaż po protestach opozycji i związków zawodowych oraz tarciach w łonie koalicji rządowej, rząd wycofał się z niektórych planów pomysłowego ministra (Tusk stwierdził, że pełna lista przedsiębiorstw przeznaczonych do prywatyzacji nie jest jeszcze opracowana), strategia łatania budżetu przez wyprzedaż się nie zmieniła.

Z czego ona wynika? Bynajmniej nie tylko z chęci utrzymania wysokiego poparcia w sondażach, jak twierdzą niektórzy. Do tego celu najbardziej odpowiednie byłoby opodatkowanie najbogatszych – postulat, co zrozumiałe, bardzo popularny. Wydaje się raczej, że Platforma Obywatelska chce za jednym zamachem znaleźć pieniądze do kasy państwa – choć na bardzo krótką metę – i zadowolić swych biznesowych przyjaciół. Nie tylko nie podniesie im podatków, ale da także okazję kupna wielu intratnych firm za małe pieniądze w kryzysowych czasach.

Jednocześnie każda prywatyzacja pomaga rządzącym w ucieczce od odpowiedzialności za zwolnienia, przekręty czy podwyżki cen w kluczowych gałęziach gospodarki. Dotyczy to także prywatyzacji w wersji „pracowniczej” preferowanej przez koalicyjny PSL. Dlatego wszyscy powinniśmy zdecydowanie przeciwstawić się rządowym planom, a pracownicy zagrożonych przedsiębiorstw – tak, jak uczynili to związkowcy w KGHM – powinni odpowiedzieć na nie pogotowiem strajkowym. O pieniędzy do budżetu niech rządzący lepiej pomyślą przy okazji wysyłania kolejnych żołnierzy do Afganistanu, a przede wszystkim poszukają ich w kieszeniach własnych i swoich bogatych przyjaciół, którym w tym roku znacznie obniżyli podatki. 

Str. 5:

Filip Ilkowski,

Kuba Olszewski