Pytania w ruchu* Pytania w ruchu* Pytania w ruchu*

Planowanie w służbie ludzkich potrzeb

Poniższy tekst pochodzi z nowej książki Chrisa Harmana Revolution in the 21st century (Rewolucja w XXI wieku).
W rewolucji chodzi o coś więcej niż o obalenie klasy rządzącej. Chodzi również o wdrożenie nowego sposobu współpracy mającej na celu zapewnienie nam środków do życia. Jest to konieczne, o ile ludzkość ma zlikwidować materialny znój oznaczający miliard ludzi głodujących każdego dnia, skończyć z kryzysami gospodarczymi niszczącymi życie kolejnych milionów, zakończyć gigantyczne marnotrawstwo, niszczenie środowiska i wydatki zbrojeniowe oraz wyzwolić gros ludzkiej populacji od codziennego kieratu.
Przejęcie kontroli nad środkami produkcji stanowi podstawowy warunek osiągnięcia tych celów. Ostatecznie, garstka ludzi decydująca o tym, co się dzieje z ogromną częścią światowej produkcji, nie posiada żadnych szczególnych umiejętności, jeśli chodzi o produkowanie tych wszystkich rzeczy. Ich bogactwo pozwala im opłacać innych ludzi, by robili, co trzeba.
Złożoność i planowanie
Rzecznicy obecnego systemu powtarzają nam, że inny obrót spraw jest po prostu niemożliwy. Ekonomista Alec Nove w swojej wpływowej książce pt. „The Economics of Feasible Socialism” [„Ekonomia wykonalnego socjalizmu”] (Londyn, 1983) przekonuje, że dzisiejsza produkcja jest zbyt złożona, żeby mogła dokonywać się w inny sposób niż poprzez kapitalistyczne mechanizmy rynkowe. Wymaga to wytworzenia zbyt wielu produktów, łącznie z wielkimi ilościami komponentów. Jakakolwiek próba zastosowania demokratycznego planowania zakończyłaby się ustanowieniem biurokracji w rodzaju tej, która powstała w Związku Radzieckim, i byłaby zupełnie niewydajna. Argumentował, że „współczesna złożona gospodarka jest nieadekwatna  do zcentralizowanego kierowania”, oraz że „musiałaby zostać przytłoczona tymi zadaniami”.
    Jeśli jednak techniczna złożoność produkcji miałaby stanowić problem dla demokratycznie planowanej gospodarki, musi również stanowić problem w światowej gospodarce kontrolowanej przez kilkuset miliarderów. Jeżeli te imperia globalnej produkcji mają funkcjonować w sposób opłacalny, nie mogą zakładać, że gra ślepych sił rynku zapewni im setki tysięcy półproduktów i resztę surowców, których będą potrzebować w ciągu trzech miesięcy lub dwóch lat.
Było to prawdą nawet czterdzieści lat temu. Aby wyprodukować mały samochód na terenie Wielkiej Brytanii firma Rootes musiała wówczas:

    „(...) zamówić, prawidłowo zorganizować i zsynchronizować co najmniej 16 tysięcy różnych części (...) koniecznych do przetworzenia przez maszynę produkcyjną w taki sposób, aby można było otrzymać tysiące wariacji w oparciu o kilka podstawowych modeli (...) firma była zmuszona opracowywać mniej więcej pięcioletni wzorzec dla każdego modelu.” (G. Turner, The Car Makers, 1964)

Trzy sieci handlowe, dominujące dziś na rynku żywności w Wielkiej Brytanii, muszą stosować planowanie na podobnym poziomie złożoności. Chcą zapewnić sobie odpowiednią mieszankę produktów w sklepach miesiąc po miesiącu, rok po roku. Nie są gotowe liczyć po prostu na to, że siły rynkowe wszystko im dostarczą. Wprost przeciwnie, ustanowiły dyktat nad przemysłem przetwórstwa żywności, większością brytyjskiego rolnictwa i masą farmerów w takich krajach jak Hiszpania i Kenia, żeby mieć pewność co do produktów, jakich według przewidywań potrzebować będą supermarkety.
Kapitalistyczne planowanie jest jednak ukierunkowane na rywalizację z konkurencyjnymi przedsiębiorstwami, nie na potrzeby rzesz ludzkich. Oznacza planowanie na korzyść tych, których bogactwo daje im kontrolę nad produkcją – którzy posiadają zdolność manipulowania rynkowymi relacjami z drobnymi firmami i rolnikami oraz przekierowywania całego know-how na własne potrzeby. Na najbardziej podstawowym poziomie, jeżeli ci, którzy prowadzą ponadnarodowe korporacje mogą osiągać swoje cele stosując planowanie, nie ma żadnego wewnętrznego powodu, dla którego demokratyczne organy władzy pracowniczej nie mogłyby robić tego samego.
Planowanie kapitalistyczne
Byłyby one faktycznie bardziej odpowiednie dla takiego działania, ponieważ planowanie każdej kapitalistycznej firmy jest bezustannie podkopywane przez próby szkodzenia konkurencji. Plany są często porzucane w pół drogi, co skutkuje chaosem dotkliwym dla firm bazujących na dostarczaniu zaopatrzenia. Rząd pracowniczy podporzadkowujący np. całą produkcję żywności demokratycznie obranym celom, nie ponosiłby takich konsekwencji. Pozwoliłoby to na koordynację całego przemysłu, zamiast wewnętrznej rywalizacji w jego obrębie.
Nie oznacza to, że ktoś miałby zawczasu wyliczać ilość komponentów koniecznych do wyprodukowania – przynajmniej nie w większym stopniu niż poszczególne korporacje robią to dzisiaj. Oznacza to natomiast, że decyzje o ogólnym kierunku gospodarki powinny być poddane demokratycznej kontroli. To, co naprawdę się liczy, to pewność, że inwestycje ukierunkowane są na zaspokojenie ludzkich potrzeb. Taka demokratyczna kontrola powinna być sprawowana przez wybieralnych i odwoływalnych przedstawicieli ludzi, których praca wytwarza bogactwo społeczeństwa jako całości. To oni decydowaliby, czy dać pierwszeństwo produkcji pojazdów czy maszyn do dializy nerek, skrócić czas pracy, czy skorzystać z nadwyżki mocy produkcyjnych w celu podniesienia standardu życia.
Kluczowe decyzje musiałyby zapadać na szczeblu centralnym, inaczej bowiem duże jednostki produkcyjne rywalizowałyby ze sobą o sprzedaż produktów. Jednak po podjęciu najważniejszych decyzji w gospodarce, różne części gospodarki miałyby mnóstwo swobody w wypełnianiu tych celów. Nie ma potrzeby sprawowania państwowego nadzoru nad każdą jednostką produkcji. Wszystko, czego potrzeba, to aby po stronie tych, którzy prowadzą każdą jednostkę – czyli pracowników, którzy przejęliby nad nimi kontrolę w wyniku konfrontacji rewolucyjnej – była demokratyczna gotowość do zaakceptowania potrzeby znalezienia sposobów na to, aby to, co robią, dało się dopasować do tego, co zostało postanowione w otwartej dyskusji.
Jest to przeciwieństwo tego, co stało się w warunkach tak zwanego planowania stosowanego w przeszłości przez państwa stalinowskie, socjaldemokratyczne i reżimy trzeciego świata. Żadne z nich nie poddały swych planów jakimkolwiek organom prawdziwie demokratycznej kontroli. Ci, których praca w tych społeczeństwach tworzyła bogactwa, byli ostatnimi, którzy mieli cokolwiek do powiedzenia w kwestii tego, co produkowali i w jakim celu.  Rywalizacja pomiędzy rządzącymi, np. między tymi z Bloku Wschodniego a tymi na Zachodzie, odzwierciedlona w wyścigu zbrojeń między USA a ZSRR, całkowicie zaburzyła „planowanie”, tak jak konkurencja między dwoma sieciami handlowymi zaburza planowanie obydwu naraz. To nie złożoność gospodarki tworzyła chaos, ale próba współzawodnictwa z gigantami światowego kapitalizmu. Gospodarka radziecka u szczytu swej potęgi miała rozmiary o ponad połowę mniejsze od gospodarki Stanów Zjednoczonych. Ciężar konkurencji był w wyniku tego odpowiednio większy, tak jak trudna dla lokalnego sklepiku jest konkurencja z Tesco.
Rewolucja w XXI wieku może otworzyć drogę do autentycznego demokratycznego planowania, stawiając sobie zupełnie inne zadanie niż to, które postawili sobie Stalin i jego następcy.

Na każdym z kontynentów udana rewolucja miałaby realne szanse rozszerzenia się na kraje sąsiednie, wciągając w ten sposób w jeden demokratycznie planowany proces gospodarczy zasoby potrzebne do zapewnienia ludziom lepszego życia zarówno na krótką, jak i na długą metę.


Tłumaczył Paweł Jaworski