Książka* Klimat* Książka* Klimat*

Musimy zmienić system,

by powstrzymać zmiany

klimatyczne

Walka o uratowanie planety zmusza nas do zadania pytań o to, jakich środków potrzeba do zatrzymania gwałtownej zmiany klimatu, o alternatywę dla paliw opartych na węglu i o to, jak moglibyśmy przeorganizować społeczeństwo. Jonathan Neale mówi o swojej najnowszej książce „Zatrzymać zmianę klimatu – zmienić świat”.


Jak poważne skutki wywiera lotnictwo, jeśli chodzi o zmiany klimatyczne?

Lotnictwo nie jest najważniejsze – obecnie odpowiada ono za 12 proc. emisji dwutlenku węgla przez transport. Bardziej liczą się samochody – one dają 45 proc.

Jednak lotnictwo się liczy, ponieważ samoloty emitują dwutlenek węgla prosto w górne warstwy atmosfery, co daje większy efekt, a podróże lotnicze stanowią najszybciej rosnące źródło emisji.

Media zazwyczaj tak przedstawiają problem, że zwykli ludzie jadą na wakacje, a linie lotnicze oferują tanie loty.

Podróże lotnicze powinny być ograniczone, ale nie tak, że spotęgują nierówności i tylko bogatych będzie stać na to, by latać. Loty krótkiego zasięgu powinny być ograniczone poprzez inwestycje w koleje, podczas gdy loty dalekiego zasięgu powinny być równo racjonowane.


W swojej książce mówisz o huraganie Katrina, który zdewastował Nowy Orlean w 2005 r. Katrina zdaje się wskazywać problem – niezdolność lub brak woli rządów do przygotowania się na efekty zmian klimatycznych.

Huragan Karina pokazał co mogą oznaczać zmiany klimatu w bogatych krajach. Katrina mogła wydarzyć się i bez zmiany klimatu, ale globalne ocieplenie będzie oznaczać więcej Katrin w przyszłości.

Katrina przyszła nieoczekiwanie. Każdy wiedział, że istnieje problem kurczenia się suchego lądu i podnoszenia się poziomu mórz.

Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego w Luizjanie sporządzili plany zapobiegania powodziom i środków potrzebnych do ponownego napełnienia mułem mokrych obszarów.

Koszty potrzebnych środków szacuje się na 14 miliardów dolarów – koszty sześciu tygodni wojny w Iraku. Rząd odmówił przeznaczenia na to pieniędzy.

Gdy nadeszła Katrina, burmistrz i gubernator nie ewakuowali ludzi. Znaleźli się pod presją branży hotelarskiej, która straciłoby miliony dolarów, jeżeli ludzi by ewakuowano.

Neoliberalna polityka spowodowała, że podstawowe środki, które powinno się zastosować w celu ratowania ludzi, nie zostały podjęte.W dniach po Katrinie, głównym zmartwieniem George’a Busha było ukrycie faktu, że rząd wiedział, że coś nadchodzi, i nic nie zrobił. Fala rasizmu w amerykańskich mediach starała się zrzucić winę na ofiary.

Ostatnie cyklony w Birmie i Bangladeszu też dają przedsmak tego, co nadchodzi. Po Birmie ludzie powinni mówić, że potrzebujemy lepszych zabezpieczeń przed powodziami i sztormami. Ale wszyscy patrzą raczej na sam problem uchodźców, niż na problemy długoterminowe.


Wpływy biznesu to przeszkoda w walce ze zmianami klimatycznymi. Czy nie zmieniłoby się to, gdyby firmy mogły czerpać zyski z takich rzeczy jak energia odnawialna?

Można myśleć, że bogaci mają świat na własność, dlaczego więc mieliby go niszczyć? Że gwałtowna zmiana klimatu może być powstrzymana bez przekształcania systemu. Ale to mało prawdopodobne.

Wśród dziesięciu największych koncernów świata jest sześć firm naftowych i trzy samochodowe. Poważne działania w kwestii zmian klimatycznych oznaczałyby ich koniec.

Firmy naftowe są potężne nie tylko dlatego, że mają pieniądze. Uwikłane są w sieć społeczno-politycznych relacji, takich jak kontrola nad szlakami handlowymi, powiązania z politykami, sieci dystrybucji. To samo z przemysłem samochodowym.

W środowiskach biznesowych istnieje podział. Niektóre korporacje widzą, że można zrobić pieniądze na walkę ze zmianą klimatu. Ale dla najpotężniejszych korporacji, działania w sprawie klimatu byłyby zagrożeniem ich zysków.

Energia odnawialna może stanowić główny obszar wzrostu. Jest jednak bardziej kosztowna w krótkiej perspektywie – trzeba postawić elektrownie i dokonać początkowych inwestycji.

Przemysł samochodowy i naftowy mają już swoje zakłady i fabryki. Przestawienie się spowodowałoby, że stałyby się bezużyteczne i że trzeba byłoby zaczynać od zera. Nie możemy opierać się na motywie zysku, by rozwiązać problem.


W swojej książce silnie argumentujesz za inwestycjami rządowymi i regulacją biznesu. Jakie napotyka to bariery?

Zagrożenie ze strony zmian klimatycznych jest tak wielkie, że potrzeba dużego programu prac publicznych i inwestycji rządowych. Ale idzie to pod prąd neoliberalnej ideologii – że prywatne znaczy dobre, a publiczne – złe.

Rządowe inwestycje i regulacje, mające na celu zwalczanie zmian klimatycznych, podważyłyby tę ideologię. Dlatego w zamian wiele rządów stara się działać poprzez instrumenty rynkowe, np. handel limitami na emisję dwutlenku węgla.

Gdyby ludzie zobaczyli, że rządy mogą interweniować w rynek, żeby ratować planetę, mogliby zacząć zadawać pytania. Czemu rządy nie mogłyby robić tego samego w służbie zdrowia? Biznes nie życzy sobie, aby ludzie zadawali takie pytania.

Zmiany klimatyczne są problemem globalnym i wymagają globalnych rozwiązań. Lecz rządy i korporacje działają na zasadzie konkurencji, a nie kooperacji. Żeby poradzić sobie ze zmianą klimatu, trzeba poradzić sobie właśnie z tym.


Czego nam trzeba, by zatrzymać zmiany klimatyczne?

Mamy w tej chwili technologie pozwalające zatrzymać gwałtowną zmianę klimatu. Musimy pokryć naszą planetę farmami wiatrowymi i panelami słonecznymi oraz zainicjować program wielkich prac publicznych.

Wszystkie nowe domy mogłyby być budowane z bateriami słonecznymi w dachu, za co rząd mógłby płacić.

Powstrzymanie zmiany klimatu jest niemałym zadaniem. Jednak działania zwykłych ludzi prowadziły w przeszłości do wielkich zmian – od zakończenia kolonializmu i niewolnictwa po rozwój państwa dobrobytu w Wielkiej Brytanii.

Mówi się nam, że powstrzymanie zmian klimatycznych będzie wymagać poświęceń ze strony zwykłych ludzi. Ale chodzi o to, by przestawić się na korzystanie z innych zasobów, a nie ich mniejsze wykorzystywanie. Jeśli myślimy, że nie możemy zmienić naszego postępowania, to dochodzimy do wniosku, że musimy dokonywać poświęceń.

Prawdziwy problem polega na tym, że ludzie nie czują, że mogliby zmienić to, jak się robi różne rzeczy. Myślę, że najlepszym wyjściem jest przyjrzeć się II Wojnie Światowej. Wszystkie główne kraje poprzestawiały wtedy swoje gospodarki z powodu mobilizacji wojennej.

Teraz musimy zmienić gospodarkę w ten sam sposób – ale nie po to, żeby pozabijać jak najwięcej ludzi, lecz by ocalić tyle ludzkich żyć, ile się tylko da.

To pokazuje, co jest możliwe, gdy istnieje wola polityczna. Czego nam obecnie brakuje, to właśnie woli politycznej.

Rządy nie podejmą kroków wymaganych do zatrzymania zmiany klimatu, o ile nie zbudujemy masowego ruchu, który zmusi ich do tego. Nie chodzi tylko o ruchy ekologiczne.

To kwestia budowy wszystkich ruchów na rzecz lepszego świata, łącznie z ruchem antywojennym i alterglobalistycznym.

Mamy wybór. Możemy liczyć na to, że bogaci i potężni rozwiążą ten problem odgórnie. Albo możemy obrócić wzrok w stronę rzesz zwykłych ludzi na całej planecie, aby doprowadzić do zmiany i nowej organizacji społeczeństwa.

Zwykli ludzie zmieniali świat już wcześniej – mogą dokonać tego i teraz.

Tłumaczył Paweł Jaworski