Wybory prezydenckie 2010 *   Wybory prezydenckie 2010 *

Żaby, myszy i my

Już 20 czerwca odbędą się przyspieszone wybory prezydenckie. Kampania wyborcza zapowiada się wielce nieciekawie. Najważniejsze tematy z punktu widzenia zwykłych ludzi – problemy gospodarcze, bezrobocie, problemy mieszkaniowe, rozwarstwienie społeczne, dyskryminacja czy wysyłanie polskich żołnierzy na wojnę w Afganistanie – i tak rzadko obecne w dyskusji publicznej, prawdopodobnie zejdą na jeszcze dalszy plan.

 Możemy się raczej spodziewać licytowania się w „patriotyzmie”, debaty, który z kandydatów najlepiej odpowiada tonowi „narodowej jedności”. Kandydat PO, Bronisław Komorowski, wydaje się mieć zwycięstwo w kieszeni – i dopóki tak się wydaje, starać się będzie występować jako dobry ojciec narodu unikający konfliktów.

Z drugiej strony pośmiertna kanonizacja tragicznie zmarłego prezydenta wyraźnie poprawiła notowania PiS, więc partia ta najbardziej starała się będzie utrzymać nastrój żałobnej zadumy przy jednoczesnym podkreślaniu miejsca Lecha Kaczyńskiego w panteonie „wielkich Polaków”. Jarosławowi Kaczyńskiemu, jako naturalnemu spadkobiercy świętości brata, pomogą w tym zapewne propisowiskie media, na czele z TVP1. Z tej strony możemy się spodziewać ataku na wszystkich mających odmienne zdanie o poprzednim prezydencie (i jego bracie) - ataku prowadzonego pod hasłem szargania pamięci ofiar smoleńskiej katastrofy.

Kandydat SLD, Grzegorz Napieralski, zapewne wpisze się w ogólnopatriotyczny ton. Nawet przed katastrofą partia ta rzadko krytykowała rządzącą prawicę z lewicowych, prospołecznych, powodów, wpisując się raczej w podnoszenie do wielkiej rangi wszelkiego rodzaju drugorzędnych sporów między PO a PiS. Głównym wybiciem się SLD na niezależność była mobilizacja swego „twardego elektoratu” poprzez obronę przywilejów dawnych funkcjonariuszy bezpieki.

Ma to dla tej partii znaczenie równie rytualne, co prawicowy antykomunizm PO i PiS wyrażający się np. w działalność IPN czy absurdalnych zmianach w kodeksie karnym pozwalających ścigać za „propagowanie komunizmu”. I dla SLD i dla PiS (w mniejszym stopniu dla PO mającej dziś rolę partyjnego hegemona) ta „polityka historyczna” jest racją bytu partii maskującą praktyczną zbieżność poglądów w sprawach dotyczących dnia dzisiejszego. Podobną rolę dla PSL pełni obrona ubezpieczeń społecznych dla rolników w KRUS – temat podnoszony do roli zasadniczego sporu.

Wszystkie partie sejmowe popierają - w tej czy innej formie -prywatyzację, politykę podatkową sprzyjającą bogatym, dozbrajanie armii i wysyłanie polskich żołnierzy na wojny (niedawne stanowisko SLD przeciw uczestnictwu w wojnie w Afganistanie jest mało przekonujące, skoro to ta właśnie partia wojska do Afganistanu wysłała i nigdy nie uznała tego za błąd).

Celem Napieralskiego w tych wyborach, podobnie jak Waldemara Pawlaka z PSL, jest głównie podtrzymanie istnienia swojej partii na scenie politycznej. W przypadku SLD dochodzi do tego chęć utrzymania własnej pozycji w roli „lewicy”. Tak wyglądają wybory prezydenckie z perspektywy partii sejmowych. A oprócz tego mamy jeszcze plankton kandydatów prawicy wszelkiej maści, zwykle sytuujących się na prawo od PiS.

Jak w tej nieciekawej „wojnie żab z myszami w stojącej wodzie parlamentaryzmu” - jak mawiała polska rewolucjonistka Róża Luksemburg - powinni się odnaleźć socjaliści oddolni? Dla nas wybory są elementem większej układanki konfliktu klasowego między pracownikami a szefami. Głosowanie w wyborach ma sens wtedy, gdy wyraża głos strony pracowniczej. Nie uważamy, że poprzez wrzucenie kartki do urny możemy doprowadzić do zmiany systemu na bardziej sprawiedliwy. Tylko masowe ruchy pracownicze, jak np. „Solidarność” w 1980 r., mają taki potencjał.

Jednak poprzez głosowanie możemy wzmocnić pracowników w dzisiejszych walkach i tym samym przygotowywać grunt dla takich ruchów pracowniczych w przyszłości. Z jednej strony wybory dają okazję dla propagowania własnych poglądów. Z drugiej przyzwoity wynik prawdziwie lewicowego, czyli prawdziwie propracowniczego, kandydata dodaje pewności siebie wszystkim strajkującym związkowcom, przeciwnikom dyskryminacji czy militaryzmu.

Ważne jest także, aby ludzie słusznie niezadowoleni z obecnej polityki władz mogli wyrazić swój sprzeciw poprzez głos na rzecz większej równości, sprawiedliwości społecznej i prawdziwej demokracji. W przeciwnym razie na niechęci wobec rządzących mogą skorzystać partie skrajnej prawicy, których radykalizm polega na głoszeniu nienawiści wobec np. Żydów, muzułmanów, imigrantów, feministek czy gejów. Grozę tej sytuacji obrazuje sytuacja na Węgrzech, gdzie nieobecność prawdziwej lewicy doprowadziła do tego, że na kompromitacji rządzących polityków zyskała partia oferująca najbardziej skrajną formę „narodowej jedności” poprzez terror na ulicach i otwarcie odwołująca się do faszystowskich wzorów.

Dlatego bardzo pozytywnym elementem wyborów prezydenckich jest start Bogusława Ziętka z Polskiej Partii Pracy „Sierpień 80”. Ziętek podkreśla w swojej kampanii walkę o prawa związkowe i socjalne pracowników. Jednocześnie partia, którą reprezentuje, jak i związek zawodowy WZZ „Siepień 80”, wielokrotnie w ostatnich latach uczestniczyły w demonstracjach na rzecz praw kobiet (w tym w 8 - marcowych Manifach) oraz demonstracjach antywojennych. Każdy głos na Ziętka jest więc głosem protestu przeciw wyzyskowi, dyskryminacji i wojnie, który może przyczynić się do wzmocnienia społecznego oporu i budowy szerszej lewicy na lewo od SLD.

 

 

Antypracowniczy Kaczyński

Jak podała 26 kwietnia TVN 24: „“Solidarność” nie wyklucza swojego poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich - przyznał w Radiu ZET szef związku Janusz Śniadek. Jak dodał, część członków “S” już przygotowała się do zbierania podpisów dla J. Kaczyńskiego i zacznie działać, gdy tylko PiS ogłosi decyzję ws. swojego kandydata”.

Biurokracja związkowa „Solidarności” wykorzystała więc atmosferę żałoby, by otwarcie poprzeć w wyborach prezydenckich kandydata antypracowniczego. Jarosław Kaczyński to ten sam polityk, dla którego „głodówka to nie jest niezjedzenie kolacji”, jak się wyraził, będąc premierem, o głodujących pielęgniarkach.

Szeregowi członkowie „Solidarności”, wśród jest wielu aktywnych związkowców odważnie walczących z własnymi pracodawcami (wbrew polityce Kaczyńskiego i jego „narodowej jedności”), powinni dać wyraz swemu niezadowoleniu z kompromitującej decyzji władz związku.

 

 

 

 

Bogusław Ziętek, kandydat w wyborach prezydenckich

„Dlaczego kandyduję? Nasz głos jest potrzebny, ponieważ inne uczestniczące w tych wyborach opcje polityczne reprezentują nie interesy ludzi pracy, ale interesy oligarchów.

Kandyduję, aby dyskusje w kampanii wyborczej toczyły się wokół rzeczywistych problemów społecznych, takich jak np. kwestia weta wobec ustawy podnoszącej wiek emerytalny, problem prywatyzacji ochrony zdrowia i innych usług publicznych czy sprawa zatrudniania ludzi na „umowy śmieciowe” i poprzez wymuszanie fikcyjnego samozatrudnienia.”

 

 

 

 

s. 5 Filip Ilkowski