* Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *

TUSK: Będziecie płacić za nasz kryzys

Rząd Donalda Tuska wymyśla nowe sposoby na obarczanie zwykłych ludzi kosztami kryzysu.

Z każdym miesiącem polska gospodarka jest w gorszym stanie.

W kwietniu Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozował, że Polska gospodarka skurczy się w tym roku o 0,7 proc. Byłaby to pierwsza recesja w Polsce od 1991 r.

4 maja Komisja Europejska szacowała, że w tym roku spadek PKB w Polsce liczyć będzie 1,4 proc. 

15 maja Ministerstwo Finansów przedstawiło  szacunkowe dane o dotyczące budżetu państwa w 2009 r. Podano, że deficyt budżetowy po kwietniu wyniósł 15,3 mld zł, co stanowi 84,3 proc. z zakładanej w ustawie budżetowej kwoty 18,2 mld zł.

Tuż przed opublikowaniem tych danych Tusk zapowiedział dalsze cięcia nazywając je "ewentualnymi oszczędnościami, które będziemy musieli w czerwcu zaproponować", gdy nastąpi nowelizacja ustawy budżetowej.

Związki zawodowe

Nie przypadkowo w tym samym dniu Tusk ingerował w spotkanie Komisji Trójstronnej (z udziałem przedstawicieli związków zawodowych, pracodawców i rządu). Tuskowi bardzo zależy na przeforsowaniu "elastyczności pracy", co znacznie utrudni życie pracownikom. Rutyna pracy człowieka będzie w jeszcze większym stopniu dopasowywana do potrzeb pracodawcy, a nie jego samego. Przykładowo, dzień pracy może liczyć 6 godzin lub 10 godzin (oczywiście, bez potrzeby płacenia przez szefa nadgodzin). Niestety szefowie dwóch największych central, Janusz Śniadek z Solidarności i Jan Guz z OPZZ, chcą zgodzić się na elastyczność w zamian za obietnice rządu, że na wynagrodzenie w wysokości płacy minimalnej podczas postoju w firmie zapłacą po połowie pracodawcy i rząd.

Znamienne, że przed spotkaniem Komisji Trójstronnej, Tusk powiedział, iż "nie przyszedłem dzisiaj negocjować; swoje zrobimy niezależnie od tego, kto będzie miał jakie uwagi do tych projektów". Tusk kontynuował w arogancki sposób: "Tych kilka spraw, o które wnosili pracodawcy i związkowcy, i które - my uważamy, że mogą dobrze posłużyć rynkowi pracy - to my to zrobimy tak czy inaczej. Komisja Trójstronna dowie się od nas, co zaakceptowaliśmy z tych rzeczy, co jest do zaakceptowania ze względu na sytuację finansową. My to zrobimy".

Jest to kolejna oznaka, że Tusk chce być "twardzielem" wobec związków zawodowych. 

Już został ochrzczony "chemicznym Donaldem" po tym, jak policja zaatakowała związkowców przed Pałacem Kultury w Warszawie stosując niewinnie brzmiący, ale niebezpieczny "żel pieprzowy".

Co więcej, Sławomir Nitra, agresywny poseł Platformy ze Szczecina, wygłasza groźby wobec związkowców, zapewne w porozumieniu z kierownictwem partii. 

W wywiadzie dla Money.pl z 12 maja czytamy:

„Money.pl: Można powiedzieć, że stał się Pan twarzą Platformy Obywatelskiej w wojnie ze związkami zawodowymi.

Sławomir Nitras, poseł Platformy Obywatelskiej, przewodniczący tej partii w Szczecinie: Faktycznie, niechcący tak się złożyło. Ale muszę powiedzieć, że wcale się z tym źle nie czuję.

Czyli domyślam się, że pana zdaniem, można mówić o związkokracji w Polsce...

Wiem, że na pewno można mówić o nadmiernych przywilejach związkowców i o tym, że szkodzą polskiej gospodarce.”

Ulubieniec Tuska Nitras chce po prostu złamać związki zawodowe. Mówi: "Powinna zostać wprowadzona odpowiedzialność organizacji związkowych za skutki akcji strajkowych. Jeżeli firma na tym cierpi finansowo, powinna móc domagać się rekompensaty od tych, którzy ją w te tarapaty wpędzili."

Jest to argument głęboko antydemokratyczny. W ustroju parlamentarnym, akceptuje się, że pracownicy mają prawo do zrzeszenia się w związki zawodowe i co za tym idzie - do strajku. Firma zawsze cierpi finansowo podczas strajków, dlatego pracownicy strajkują! Inaczej nie byłoby żadnej presji wobec pracodawcy.