40. ROCZNICA * 40. ROCZNICA

Rok 1968 Kiedy - świat stanął w ogniu

Rok 1968 był jednym z tych momentów w historii, gdy nagle zaczęło się wydawać, że zbiegające się w jednym czasie różne akty rewolty mogą całkowicie zburzyć porządek społeczny oparty na wyzysku i ucisku.

Rok ów zaczął się powalającym ciosem dla amerykańskiego imperializmu, usiłującego rozbić opozycję wobec marionetkowego reżimu w południowej części Wietnamu. W każdym mieście wybuchały zbrojne wystąpienia przeciwko wojskom USA, amerykańska ambasada w Sajgonie została na krótko zajęta przez rebeliantów, a bitwa o Hue, dawną stolicę kraju, trwała całe tygodnie. W telewizorach całego świata można było zobaczyć i usłyszeć, jak amerykański generał wyraził się o pewnym mieście: "Musieliśmy je zniszczyć, żeby je odbić z rąk wroga."

Legło w gruzach aroganckie założenie klasy rządzącej USA o tym, że jest w stanie zmiażdżyć opór w dowolnym zakątku zdominowanej przez nią połaci świata. Konsekwencje były odczuwalne w samym sercu amerykańskiego społeczeństwa. Antywojenny kandydat Demokratów na prezydenta, Gene McCarthy, uzyskał nadspodziewanie dobry wynik, podczas gdy prezydent Johnson oświadczył, że nie wystartuje ponownie w wyborach.

Konkurencyjne mocarstwo imperialistyczne – Moskwa – także zbierało cięgi. W stalinowskim reżimie rządzącym Czechosłowacją od czasów II wojny światowej nastąpił rozłam, co pozwoliło studentom, intelektualistom i robotnikom po raz pierwszy swobodnie organizować się i dyskutować nad ideami autentycznie socjalistycznymi, a za miedzą, w Polsce, studenci okupowali uniwersytety i ścierali się na ulicach z atakującą policją.

W Londynie, w czasie pamiętnego Marszu 17 Marca przeciwko wojnie w Wietnamie dziesiątki tysięcy ludzi próbowały sforsować policyjne kordony przed ambasadą USA.

Zaledwie dwa i pół tygodnia później w Memphis doszło do zamordowania Martina Luthera Kinga. W każdej “czarnej” okolicy w Stanach Zjednoczonych ludzie powstawali i atakowali symbole władzy i autorytetu, a młodzi Afroamerykanie odwracali się od dążeń ruchu praw obywatelskich do pokojowej integracji w ramach istniejącego społeczeństwa amerykańskiego i skłaniali się ku jawnie rewolucyjnym ideom Czarnych Panter. W tydzień później zawrzało wśród studentów zachodnioniemieckich, gdy po kampanii nienawiści rozpętanej w prawicowym, Springerowskim imperium medialnym, postrzelony został jeden z ich liderów, Rudi Dutschke. Dziesiątki tysięcy wyległy na ulice z czerwonymi flagami, chcąc doprowadzić do zamknięcia gazet koncernu.

Najbardziej niesamowity był miesiąc maj. Obrona małej grupki aktywistów przed atakiem policji u bram paryskiej Sorbony przerodziła się w "noc barykad", w czasie której dziesiątki tysięcy studentów przepędziły policjantów, a nazajutrz związki zawodowe zwołały jednodniowy solidarnościowy strajk i demonstrację. To z kolei uświadomiło milionom pracowników ich potencjalną siłę. Strajki i okupacje rozprzestrzeniły się i sprawiły, że zamilkły stacje radiowe i telewizja, przestały działać lotniska i odcięte zostały dostawy benzyny, aż w końcu cały kraj został sparaliżowany strajkiem generalnym, w którym wzięło udział aż dziesięć milionów pracowników, a który wyrósł z oddolnych inicjatyw.

We Francji od dziesięciu lat iście dyktatorską władzę sprawował prezydent de Gaulle, wyniesiony do niej przez parlament ogarnięty paniką w obliczu groźby wojskowego zamachu stanu. Wydarzenia majowe były dla niego oczywistym upokorzeniem. Strajki uniemożliwiły mu przeprowadzenie referendum. Światowe media zaczęły mówić o "francuskiej rewolucji majowej".

W czerwcu przyszła kolej na studentów jugosłowiańskich, których bitwa z policją w Belgradzie pod hasłem “Precz z czerwoną burżuazją” zapoczątkowała największy od 20 lat kryzys polityczny w tym kraju.

W sierpniu rosyjski reżim Breżniewa zabrał się do pacyfikowania fermentu w Europie Wschodniej, wysyłając czołgi do Czechosłowacji i uprowadzając przywódców zrewoltowanego kraju – i przeżył szok, napotykając masowy bierny opór ze strony praktycznie całej ludności. W tym samym czasie wszyscy, którzy wierzyli w "amerykańską demokrację" dostali bolesną nauczkę, gdy tysiące policjantów brutalnie zaatakowały antywojennych demonstrantów w Chicago przed gmachem, w którym odbywająca się konwencja Partii Demokratycznej wybrała prowojennego kandydata na prezydenta, Huberta Humphreya, mimo, że nie wygrał on w żadnych prawyborach.

Październikowe Igrzyska Olimpijskie w Meksyku stały się okazją do masakry o wiele gorszej, niż wszystko, co widzieliśmy w tym roku w Tybecie. Na oddalonym od centrum miasta placu policja zamknęła w kotle demonstrację dziesiątków tysięcy studentów i otworzyła ogień z okolicznych budynków, zabijając setki osób. Światowe media i politycy woleli zignorować ulice spływające krwią, a skupić się na potępieniu zwycięskich czarnych sportowców amerykańskich, którzy stanąwszy na olimpijskim podium pokazali zaciśniętą pięść – symbol “czarnej siły” – za co zostali niezwłocznie zdyskwalifikowani z udziału w sporcie.

W Irlandii Północnej uzbrojona policja brutalnie zaatakowała demonstrantów z getta Bogside w mieście Derry, którzy domagali się dla siebie praw obywatelskich. Demonstranci odpowiedzieli ciosem na cios – co stało się początkiem wielkiej rewolty przeciwko sekciarskiemu państewku, utworzonemu przez Wielką Brytanię po podziale wyspy w 1921 roku.

Międzynarodowy ruch

Każdy zryw inspirował następny, dając poczucie uczestnictwa w międzynarodowym ruchu. Ludzie, którzy w innej sytuacji mogliby uważać własne zmagania za przejawy partykularnych konfliktów, zdali sobie sprawę, że mają one o wiele szersze znaczenie.

Rewolty nikt się nie spodziewał, jak w przypadku każdego wielkiego zrywu. Lata pięćdziesiąte i początek sześćdziesiątych XX wieku należały do tych okresów historii, w których struktura społeczeństwa zdawała się trwać w zamrożeniu. Siły znajdujące się u władzy opanowały i ukróciły buntowniczość i ferment epoki międzywojennej i lat wojny. USA i ZSRR podzieliły świat na dwie strefy wpływów nie tylko w przestrzeni geograficznej, ale i ideologicznej. Jeśli ktoś nie akceptował nieludzkiego postępowania oraz dogmatyczną mową jednej ze stron, oczekiwano, że pogodzi się z nieludzkim postępowaniem i dogmatyczną mową drugiej. Radzieckich dysydentów zamykano w obozach pracy albo szpitalach psychiatrycznych; amerykańscy dysydenci byli wyrzucani z pracy przez Komitet do spraw Działalności Antyamerykańskiej, więzieni jak Dashiell Hammett, zmuszani do emigracji jak Charlie Chaplin, albo też odbierano im paszporty jak Paulowi Robesonowi.

Czasy, w których amerykańskie związki zawodowe zrzeszone w CIO były radykalną siłą, należały już do zamierzchłej przeszłości. Ruch związkowy we Francji i we Włoszech był podzielony i wydawał się unieszkodliwiony. Brytyjskie władze związkowe były wręcz bastionami proamerykańskiego i pronuklearnego prawego skrzydła Labour Party (Partii Pracy).

W życiu społecznym panoszył się wszechobezwładniający konformizm. Rodzinę rozumiano jako układ, w którym mężczyzna pracuje zawodowo, a kobieta haruje w domu biorąc na siebie całą odpowiedzialność za opiekę nad dziećmi. Od kobiet oczekiwano służalczej postawy wobec mężczyzn, od młodzieży – uległości wobec starszych, od czarnych – wdzięczności, jeśli czasem akurat się ich nie dyskryminuje. W południowych stanach USA czarnym wciąż odmawiano czynnych praw wyborczych i uniemożliwiano jakiekolwiek dochodzenie krzywd z rąk rasistowskich zbirów i policji.

Liberalni i socjaldemokratyczni apologeci systemu mówili o "społeczeństwie dobrobytu", które podnosi wszystkim standard życia, o "końcu ideologii" i zaniku klasy robotniczej w miarę jej dochodzenia do uczestnictwa w masowej konsumpcji, "typowej dla klas średnich". Przesłanie to wywierało wpływ nawet na zaciekłych przeciwników systemu, takich jak amerykański filozof niemieckiego pochodzenia, Herbert Marcuse. Kreślił on portret społeczeństwa "jednowymiarowego", w którym ludzie są tak głęboko uwikłani w ideologię "konsumpcjonizmu", że wyklucza to możliwość jakiejkolwiek rewolty w ostojach zaawansowanego industrializmu.

Mało kto dostrzegał postępujące zmiany pod powierzchnią społeczeństwa, które podkopywały istniejące struktury i uzasadniające je ideologie.

Zmiany te musiały znaleźć swój wyraz w pierwszej kolejności wśród młodzieży. W każdym społeczeństwie, w każdej epoce ludzie młodzi mają większe szanse czynnie sprzeciwić się panującym warunkom ucisku i wyzysku niż starsi, przygnieceni ciężarem przeszłości. Od uczniów i studentów, stłoczonych w wielotysięczne stada oczekuje się, że będą sprawnie realizować panujące, mało sensowne ideologie. Jest im przy tym dużo łatwiej wyartykułować własne argumenty i dać zorganizowany wyraz swoim uczuciom, niż pracownikom, choćby młodym, przez osiem godzin każdego dnia przykutym do maszyn bądź grzęznącym w biurowej rutynie.

Dlatego właśnie studenci ruszyli się w roku 1968 jako pierwsi, co wywołało wrażenie – utrwalane w mediach po dzień dzisiejszy – że w ówczesnych wystąpieniach chodziło głównie o sprawy specyficznie studenckie. W rzeczywistości były to przejawy ogólniejszych kryzysów społecznych.

Pewne oznaki sprzeciwu dawały się zauważyć już w początkach lat sześćdziesiątych. W Wielkiej Brytanii miały miejsce masowe demonstracje przeciwko zbrojeniom nuklearnym, w USA tysiące czarnych i białych uczniów i studentów uczestniczyły w ruchu praw obywatelskich, studenci francuscy sprzeciwiali się wojnie w Algierii. W latach 1966 i 1967 nastąpił ponowny wysyp takich działań, obejmujących pierwsze protesty w USA i Wielkiej Brytanii przeciwko wojnie wietnamskiej, radykalizację niemieckich studentów po zabójstwie przez policjantów uczestnika demonstracji w Berlinie, szerzenie się koncepcji black power i zbrojnej samoobrony wśród afroamerykańskich aktywistów studenckich, wystąpienia przeciwko autorytaryzmowi kadry profesorskiej i skandalicznym warunkom bytowym we włoskich miasteczkach uniwersyteckich. Następstwem wydarzeń roku 1968 było zbliżenie między tymi różnymi ruchami.

Ofensywa Tet (generalne powstanie w Wietnamie w lutym 1968 – przyp. tł.) nagle uświadomiła nam, że ci, którzy nami rządzą, nie są wszechmocni.

W pierwszych miesiącach roku 1968 ruchy studenckie w Niemczech i Włoszech były znacznie większe niż wszystko, co się działo we Francji. Francuscy aktywiści żalili się, że nie mają ruchu tak silnego jak brytyjski. Ruchy te posługiwały się językiem coraz bardziej rewolucyjnym, ale na ogół mówiło się w nim o „władzy studenckiej” (student power) i o tym, że to studenci są “nową klasą rewolucjonistów”.

Bardziej radykalnie nastawieni skłaniali się ku poglądowi Che Guevary (zamordowanego przez CIA zaledwie kilka miesięcy wcześniej), że do rewolucji doprowadzą zbrojne akcje w najbardziej odległych rejonach trzeciego świata, natomiast robotnicy Zachodu dali się “kupić” przez “konsumpcjonizm”.

Wszystko to zaczęło się zmieniać wraz z wydarzeniami francuskiego maja. Ludzie nagle dostrzegli możliwość zmian rewolucyjnych znacznie bliżej własnego podwórka, i to oddolnych i masowych. Widok klasy pracowniczej trzymającej w szachu rząd jednego z najważniejszych państw kapitalistycznych wywarł wpływ na świadomość ludzi walczących z systemem na całym świecie.

Wielkie rewolty fantastycznie poszerzają ludzkie horyzonty.

W pełni oddani sprawie działacze rewolucyjni stanowili tylko małą część ruchu studenckiego – ale i ta mniejszość była już wielokrotnie liczniejsza niż zaledwie pół roku wcześniej. Doświadczenia owego roku wywróciły do góry nogami poglądy o wiele szerszej grupy. Ludzie ci zaczęli słuchać, spierać się i dyskutować, a także czytać marksistowskie teksty, których dotąd na pewno nie można było znaleźć w uniwersytetach programach nauczania. Zakwestionowano także formy społecznego konformizmu, będące podporą dotychczasowych idei.

Niektóre ze zmian były powierzchowne, lecz ważne symbolicznie, na przykład to, że studenci-mężczyźni zmienili garnitury na dżinsy oraz zapuścili brody i długie włosy.

Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych na marginesie głównego nurtu społeczeństwa istniała bardzo nieliczna kontrkultura, w której w charakterystyczny sposób mieszały się narkotyki halucynogenne, idee lewicowe i pacyfistyczne, awangardowy teatr i poezja, muzyka folk oraz religie orientalne. Kontrkultura ta zaczęła zataczać szersze kręgi wraz z narodzinami ruchu hipisów ze słynnym "latem miłości" 1967 roku. Jej odbiorców znacznie przybyło w związku z wydarzeniami roku 1968, a równocześnie postępowało ich upolitycznienie. Łatwo było jednak pomylić zmianę osobistego stylu życia z rewolucją.

Tam, gdzie dotychczas panował konformizm, nastąpiły głębokie zmiany, nawet jeśli często mieszały się one z orientacją na styl życia. Właśnie w roku 1968 narodził się Ruch Wyzwolenia Kobiet (Women's Liberation Movement), którego aktywistki zaczęły kwestionować seksistowskie założenia, z którymi przychodzili do nowych ruchów zradykalizowani młodzi mężczyźni. W kolejnym roku powstała pierwsza jawna organizacja gejowska.

Bardzo ważne było to, że aktywiści wyciągali z wydarzeń we Francji wnioski na przyszłość, które wielu z nich doprowadziły do rewolucyjnych idei marksistowskich, wcześniej wyznawanych jedynie przez garstkę ludzi w poszczególnych krajach. Zobaczyli oni, że to nie “lud” w ogóle wstrząsnął Francją, lecz pracownicy.

Nowi włoscy rewolucjoniści-studenci (których sporą część stanowili “nawróceni” członkowie studenckich organizacji katolickich) zwrócili się ku fabrykom i odegrali ważną rolę w fali strajków pracowniczych, która przelała się przez cały kraj podczas "gorącej jesieni" roku 1969 (czasem nazywanej tamtejszym "majem w zwolnionym tempie"). Hasło amerykańskich Studentów na rzecz Demokratycznego Społeczeństwa w 1964 r. brzmiało "Half the way with LBJ”, czyli “Do półmetka razem z prezydentem Johnsonem” – tymczasem pod koniec roku 1968 jego działacze określili się jako "marksiści-leniniści".

Francuskim pomajowym hasłem było: "Ce n'est qu'un début" – to dopiero początek. I dla szerokiego świata był to faktycznie dopiero początek. W 1969 r. demonstracje studenckie przeobraziły się w potężne wystąpienia pracowników zakładów samochodowych w argentyńskiej Cordobie oraz w jesienną falę okupacji i strajków we Włoszech. 1970 był rokiem niespotykanej wcześniej fali protestów studenckich w USA po tym, jak Nixon i Kissinger rozszerzyli wojnę wietnamską na Kambodżę, a gwardia narodowa zastrzeliła kilku studentów uniwersytetu stanowego w Kent, w stanie Ohio. W 1972 r. przybrały na sile walki ludu chilijskiego, a pod koniec 1973 strajk okupacyjny ateńskich studentów zmienił się w ogromne powstanie ludowe, które po pół roku doprowadziło do upadku greckiej dyktatury wojskowej. Zamach stanu z roku 1974 obalił 40-letni reżim faszystowski w Portugalii i utorował drogę dla 18 miesięcy fermentu. W 1975 roku opozycja przeciwko reżimowi hiszpańskiego dyktatora Franco wzmogła się do tego stopnia, że już w parę miesięcy po jego śmierci jego następcy zaczęli demontaż faszystowskiego ustroju. Wielka Brytania przeżyła największą od półwiecza falę walk robotniczych, której punktem kulminacyjnym był upadek rządu konserwatystów.

Studenci zradykalizowani w wyniku wydarzeń roku 1968 zdołali w ciągu kolejnych lat znaleźć wspólne cele z pewną warstwą pracowników i wspólnie utworzyć sieci oddanych rewolucji społecznej aktywistów w fabrykach, kopalniach, dokach, biurach oraz szkołach i uczelniach.

Znaczenie takich sieci to jeszcze jedna lekcja wyciągnięta z wydarzeń francuskiego maja. De Gaulle opierał się na tchórzliwej gotowości do kompromisu u tych, którzy zdominowali oficjalne struktury ruchu pracowniczego. Liderzy związkowi chętnie wygasili strajk generalny, każąc poszczególnym grupom pracowników po kolei wracać do pracy w zamian za częściowe ustępstwa. Politycy byli zaś tak przejęci zbliżającymi się wyborami, że namawiali do zakończenia strajków, mimo że tym samym odbierali ruchowi rozpęd, co w końcu umożliwiło zwycięstwo wyborcze de Gaulle'a.

Ten sam wzorzec powtarzał się w latach kolejnych także gdzie indziej, czego szczytem było podpisanie przez oficjalnych przywódców brytyjskich ruchów pracowniczych w latach 1975 i 1976 “paktów socjalnych” mających przeciwdziałać strajkom w interesie "partnerstwa" i pokoju społecznego, "historyczny kompromis" we Włoszech, oraz "Pakt z Moncloa" w Hiszpanii. Pracodawcy bez ociągania się zaczęli korzystać z okazji do pozbywania się działaczy socjalistycznych i zadawania dotkliwych porażek ruchom pracowniczym, które kiedyś zdołały im zagrozić.

Wraz z ruchem pracowniczym słabły inne ruchy zrodzone z wydarzeń roku 1968. Kryzysowy kapitalizm lat 80-tych wziął srogi odwet na rozbudzonych w owym roku nadziejach, a w 90-tych zapanował, zdawałoby się powszechnie, nowy konformizm, którego ucieleśnieniem był neoliberalizm.

Konformizm

Różni się on od starego konformizmu z lat 50-tych i pierwszej połowy 60-tych. Stary tłumił otwartą dyskusję na temat seksualności; nowy wymusza transformację seksualności w towar. Stary zamykał kobiety w czterech ścianach domu; nowy piętnuje matki, które nie chcą iść do pracy za głodowe pensje. Stary głosił prawo białych rządów państw Zachodu do podporządkowywania sobie szerokich połaci świata za pomocą bomb i czołgów; nowy propaguje masowe zabijanie w imię "interwencji humanitarnej". Stary nakazywał poddańczy stosunek wobec klas wyższych; nowy głosi święte prawa przedsiębiorców i inwestorów.

Tak jak w latach 50-tych i 60-tych wśród dużej części lewicy panował pesymizm, tak panuje on i dzisiaj. Neoliberalizm ma swój cień w postaci postmodernizmu, z jego twierdzeniem, że wszelka totalna kontestacja systemu jest niemożliwa i niebezpieczna. Część starszego pokolenia przeciwstawia własne lata buntu rzekomej potulności dzisiejszego młodego pokolenia. Zapominają, że w marszach przeciwko wojnie w Iraku uczestniczyły miliony ludzi – znacznie więcej niż niegdyś w marszach przeciwko wojnie wietnamskiej. Zapominają, jak zagubiona, i nieraz zdemoralizowana była lewica przed francuskim majem. A nade wszystko, ignorują fakt, że kapitalizm nieustannie przekształca stosunki ekonomiczne i zmusza ludzkie masy do rebelii w momencie najbardziej niespodziewanym nawet dla nich samych.

Pokolenie roku 1968 miało okazję zobaczyć, jak takie rewolty mogą wybuchać, oddziaływać na siebie wzajemnie i pokazywać milionom ludzi, że inny świat jest możliwy.


Chris Harman (student-aktywista w 1968 r.) Tekst z majowego numeru

Socialist Review został skrócony.

Tłumaczył Paweł Listwan