Naszym zdaniem * Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *

 

Libijczycy mogą pokonać pułkownika Kaddafiego

 

Rewolucja w Libii znalazła się na rozdrożu. Powstanie pogłębiło się i zradykalizowało rewolty ogarniające świat arabski – istnieje jednak groźba, że skompromituje je zachodnia interwencja.

Powstanie, które wybuchło 17 lutego, odniosło kilka ważnych zwycięstw. Ogranicza je jednak konieczność walki z potężnie uzbrojonymi siłami zbrojnymi, lojalnymi wobec reżimu Muammara Kaddafiego.

W Tunezji i Egipcie do zmiecenia dyktatorów wystarczyła siła ruchu masowego.

Jednakże w Libii armia i inne instytucje pozostały nienaruszone – i zdolne do zaoferowania kompromisów.

Siła reżimu nie opiera się tylko na brutalnych represjach, lecz również na tych, którzy skorzystali z pieniędzy za ropę rozdawanych przez Kaddafiego.

W swej historii reżim zapewniał sobie stabilność, wygrywając rywalizację między klanami i plemionami.

Urbanizacja zaczęła jednak osłabiać te tradycyjne więzi, co pozwoliło reżimowi tworzyć bazę przez kupowanie lojalności różnych sektorów społeczeństwa dzięki zapewnieniu im dostępu do kontraktów i handlu ropą.

Ludzi tych czekała nagroda w postaci dobrze płatnej i stabilnej pracy, edukacji i dostępu do opieki medycznej. Mieszkają głównie w Syrcie, rodzinnym mieście Kaddafiego, oraz w stołecznym Trypolisie.

Elementy związane z państwowym systemem bezpieczeństwa boją się dziś zemsty za siane przez nie upokorzenie i represje. Ludzie związani z reżimem mogą w wyniku rewolucji wiele stracić – więc zebrali siły, by bronić istniejącego systemu.

Barbarzyńska fala represji przeciwko pokojowym demonstracjom sprawiła, że buntownicy wszczęli ogólnokrajowe powstanie.

Buntowników przedstawiano jako „mocnych w gębie” i „gorące głowy”, niezorganizowaną zgraję, idącą w bój bez jakiegokolwiek planu wojskowego.

Są jednak zdeterminowani by obalić reżim.

Młodzi buntownicy skutecznie przekonali do przejścia na ich stronę poborowych, zwerbowanych do walki po stronie reżimu.

Stawili czoła lepiej wyszkolonym i bezlitosnym siłom Kaddafiego, wbrew wszelkim przeciwnościom losu wygrywając decydujące bitwy.

Zatwardziali zwolennicy reżimu podjęli kontrataki i okrutne represje na kontrolowanych przez siebie terytoriach.

Teraz nadeszło nowe niebezpieczeństwo dla rewolucji – ingerencja Zachodu.

Zachód pragnie ograniczyć rozmiary rewolty i gotowy jest zaakceptować podział kraju, by zabezpieczyć swój dostęp do potężnych rezerw ropy naftowej.

Błagania o pomoc, płynące z niektórych miast oblężonych przez mordercze siły Kaddafiego, odzwierciedlają desperację uczestników nierównej walki.

Może się wydawać, że trzeba mieć serce z kamienia, by wobec tak rozpasanych represji sprzeciwiać się interwencji. Jednak jakakolwiek interwencja Zachodu będzie drogo kosztować.

Wiele się trąbi o strefie zakazu lotów, lecz można ją zaprowadzić jedynie dzięki potężnym atakom powietrznym, wymierzonym w poborowych, których wysłano do walki po stronie reżimu.

Jak też wiadomo, potęgi zachodnie bez skrupułów zawierały umowy z Kaddafim.

Jakakolwiek taka interwencja podkopie sukcesy rewolucji i jej zdolność do zmiażdżenia sił reżimu.

Zachód domaga się wstrzymania ofensywy rewolucji ze wschodu.

Pozwoli to reżimowi zmiażdżyć kluczowe centra powstania na zachodzie kraju.

To między innymi przemysłowe miasto Misrata, naftowa Az-Zawija i stołeczny Trypolis – gdzie zamieszkałe przez klasę robotniczą przedmieścia pozostają zarzewiem niepokojów.

Zachód liczy na to, że dzięki patowi w Libii przetrwanie rewolucji będzie coraz bardziej uzależnione od niego.

Jeśli rewolucja zwolni i porzuci powstania na zachodzie Libii, to wzrośnie presja, by buntownicy zgodzili się na podział kraju.

Podejście Zachodu doprowadziło do powstania podziałów wewnątrz kierownictwa rewolucyjnego w Bengazi, gdzie zaczęła się rewolta.

Wzrosłe z powstania kierownictwo rewolucyjne ad hoc utworzyło Tymczasową Radę Narodową (TRN), w której skład wchodzą delegaci z różnych miejsc w Libii.

Wśród jej liderów znajdują się jednak byli mocni ludzie reżimu.

Rada już uzgodniła kompromis. W jednej ze swych pierwszych deklaracji ogłosiła, że uhonoruje wszystkie umowy międzynarodowe, jakie podpisał reżim Kaddafiego.

Jeśli rewolucja sprzymierzy się z imperializmem zachodnim, to utraci wiarygodność wśród Libijczyków i reszty świata arabskiego.

Interwencja pozwoli zaś Kaddafiemu na straszenie widmem imperializmu i izolację rewolucji.

Organizacja Narodów Zjednoczonych wyznaczyła "mediatora", mającego rozpocząć negocjacje z reżimem Kaddafiego, wbrew sprzeciwiającej się temu deklaracji TRN.

Ta rewolucja przeszła jednak jak dotąd najśmielsze oczekiwania.

Bohaterstwo i niezłomność, z jaką nieuzbrojeni młodzi ludzie rozpoczęli powstanie i poprowadzili je naprzód, dowodzi ich siły.

Zachód rozpaczliwie usiłuje ich powstrzymać. Lecz los Libii jest w rękach rewolucjonistów, a nie sił zewnętrznych.

 

Simon Assaf

Tłumaczenie: Paweł Michał Bartolik

 

 

 strona główna