Globalny kapitalizm w kryzysie

Chiny-USA

Niebezpieczne

związki

Działania władz chińskich w Tybecie przyczyniły się do wzrostu poziomu krytyki wobec rządu chińskiego w USA. Nasilają się nawoływania do bojkotu Igrzysk Olimpijskich, początkowo podejmowane w proteście przeciwko poparciu, jakiego rząd chiński udzielił reżimowi w Sudanie.

W marcu przedstawicielka Demokratów i przewodnicząca Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi wywarła nacisk na George’a Busha poprzez złożenie wizytę Dalaj Lamie, przywódcy Tybetu przebywającemu na wygnaniu w północnych Indiach.

Biały Dom potępił represje w Tybecie, lecz Bush nie wypowiedział się w tej sprawie. Przyznał jedynie, że stosunki pomiędzy USA i Chiny są „skomplikowane”.

USA stanowią najważniejszy jednolity rynek dla tanich produktów wytwarzanych na masową skalę w chińskich fabrykach. Dzięki temu eksportowi w grudniu zeszłego roku rezerwy zagraniczne Chin wynosiły 1,5 biliona dolarów. Przywódcy Chin udzielili USA pożyczki, co z kolei pozwala USA na dalszy import chińskich produktów.

Obrót między USA a Chinami sprawiał, że światowa gospodarka ciągle się rozwijała w ciągu ostatnich kilku lat. Jednakże inną stroną tego pozornie łagodne związku jest to, że szalony wzrost gospodarczy Chin daje im możliwość stania się mocarstwem w regionie, a w dalszej perspektywie światowym mocarstwem.

Z tego powodu USA postrzegają Chiny jako zagrożenie. Opublikowany w 2006 r. raport Pentagonu obejmujący ostatnie cztery lata mówi: „Będące jednym z głównych i rozwijających się mocarstw Chiny dysponują największym potencjałem zdolnym konkurować pod względem militarnym z USA i zaawansowanymi technologiami na polu walki , które za jakiś czas będą używane na równi z tradycyjnymi technologiami wojskowymi”.

Obecnie prawo nakłada na Departament Obrony obowiązek przedkładania w Kongresie rocznego raportu nt. „Sił Wojskowych Chińskiej Republiki Ludowej”. Najnowszy raport jest pełen skarg odnoszących się do modernizacji przez Chiny potencjału nuklearnego i testowania systemu do zwalczania satelitów w styczniu zeszłego roku.

Ten rozwój niepokoi USA, ponieważ zagraża ich światowej przewadze militarnej. Ostatnio Pentagon zestrzelił jednego ze swoich uszkodzonych satelitów, aby zapewnić o swoim dążeniu do utrzymania dominacji zarówno w przestrzeni kosmicznej jak i na ziemi, jednocześnie wysyłając jasny sygnał do rządu chińskiego.

Tak więc ten związek jest nie tylko „skomplikowany”, ale pełen sprzeczności. Chiny to dla USA zarówno bankier jak i warsztat, a także największe zagrożenie dla światowej dominacji. Ta sytuacja się zmienia. Różne zdarzenie grożą destabilizacją – zwłaszcza światowy kryzys finansowy.


Rozdzielenie

Wielu komentatorów mówi o „rozdzieleniu”. Oznacza to, że nawet jeśli gospodarka USA znajduje się w recesji, światowa gospodarka może nadal się rozwijać dzięki dynamice Brazylii, Rosji, Indii i Chin, które stanowią kluczowe gospodarki „rozwijające się”.

Ta sytuacja dowodzi, jakie niebezpieczeństwo pociąga za sobą uwierzenie we własną propagandę. Gospodarka USA nadal stanowi 1/5 światowej gospodarki. Właśnie z powodu współzależności pomiędzy oboma krajami, Chiny są szczególnie wrażliwe wskutek ewentualnego zastoju w USA.

Co więcej sama gospodarka Chin pokazuje oznaki wyraźnego przegrzania. Inflacja szybko rośnie, wyciągnięta przez dynamiczny charakter boomu gospodarczego. Niektórzy są zdania, iż Chiny zmierzają do gospodarczego upadku, podobnie jak miało to miejsce pod koniec lat 80-tych, co przyczyniło się do wywołania protestów na Placu Tiananmen.

Kryzys w Tybecie stanowi kolejne wydarzenie destabilizujące sytuację Chin. Wydaje się, że rządowi chińskiemu udało się zagrać kartą nacjonalizmu, częściowo poprzez zwracanie uwagi na ataki na chińską społeczność etniczną w Tybecie podczas ostatniego powstania, w celu izolowania protestujących i utrzymania opinii publicznej o swojej stronie.

Rosnąca w USA kampania nawołująca do bojkotu Igrzysk Olimpijskich jest ostatnią rzeczą, której Bush obecnie potrzebuje. Obiecał chińskiemu prezydentowi Hu Jintao, że przybędzie na Igrzyska.

Ekspert ds. Azji powiedział dla New York Times’a, że „to debiut towarzyski Chin”: „Gdyby Bush odwołał swoja wizytę, to Chiny „straciłyby twarz” i wówczas współpraca z nimi nad sprawami dotyczącymi m.in. Północnej Korei i praw człowieka byłaby znacznie trudniejsza.”

Tak więc Bush znalazł się w trudnej sytuacji chcąc z jednej strony utrzymać dobre stosunki z Chinami a z drugiej z rosnącym w siłę w USA antychińskim lobby. W przyszłości te sprzeczności mogą jedynie narastać i z nimi będzie się musiał zmierzyć również następca Busha.

Alex Callinicos

Tłumaczyła Katarzyna Puzon