Globalny kapitalizm w kryzysie

Czy wracamy do lat 30-ych?

Anindya Bhattacharyya analizuje podobieństwa i różnice pomiędzy ówczesnym a dzisiejszym kryzysem.

Krach na Wall Street z 29 października 1929 wszedł do masowej wyobraźni jako sztandarowy przykład kryzysu systemu finansowego.

Mimo, że nie mamy dziś w sytuacji, w której bankierzy rzucają się z okien wieżowców, istnieją wystarczające podobieństwa pomiędzy dzisiejszymi i ówczesnymi czasami, pozwalające dostrzec dlaczego finansiści po obu stronach Atlantyku obudzili się ostatnio zlani zimnym potem.

Główne podobieństwo to rola kredytu w nasilającym się kryzysie. W latach 20. XX w. Stany Zjednoczone były u szczytu boomu gospodarczego.

Kapitał z całego świata napływał do amerykańskiego przemysłu za pośrednictwem nowojorskiej giełdy papierów wartościowych.

Skutkiem był wzrost cen akcji na Wall Street. Inwestorzy zaczynali od kupna akcji na kredyt, zaś brokerzy skutecznie udzielali pożyczek na kupno akcji w nadziei, że zwróci im się to z przyszłych zysków.

Wyglądało to na samonakręcającą się maszynę do robienia pieniędzy.

Lecz kiedy nastąpił krach, mechanizm kredytowy został odwrócony. Gdy ceny akcji spadły brokerzy zażądali zwrotu pożyczek. Inwestorzy wyprzedawali swoje akcje, żeby spłacić pożyczki, tym samym powodując dalszy spadek cen akcji.

Skutkiem było błędne koło. „Każdy spazm upłynniania pociąga za sobą kolejny”, pisał historyk ekonomii J.K. Galbraith.

Wkrótce na rynkach finansowych wybuchł kryzys i spowodował sprzedaż akcji po bardzo niskich cenach w pozostałych częściach gospodarki amerykańskiej.

Wyprzedaż pracy, wyprzedaż akcji, wyprzedaż farmerów, wyprzedaż nieruchomości”, deklarował amerykański sekretarz skarbu Andrew Mellon (bankier i przemysłowiec).

Krach na Wall Street był szczególnie dotkliwym symptomem bardziej ogólnych problemów w światowej gospodarce, narastających w ciągu ostatnich kilku lat.

Wielki napływ globalnych inwestycji do USA skoncentrowany był przede wszystkim na przemyśle ciężkim, a ten sektor znalazł się w dołku na dwa miesiące przed uderzeniem kryzysu.

Podobnie jak w latach 20., wzrost gospodarczy, który obserwowaliśmy w ostatnich latach w USA i Wielkiej Brytanii, zbudowany został na bańce kredytowej – chociaż dzisiaj firmy pozyskują znaczną część swych zasobów finansowych raczej z pożyczek bankowych i emisji obligacji niż z giełdy papierów wartościowych.

Gdy obligacje tracą na wartości, inwestorzy posługujący się tzw. dźwignią - zadłużający się, żeby grać na rynku obligacji - naciskani są przez wierzycieli, by wykładali więcej pieniędzy.

Tak jak w 1929 r., dodają sobie tych pieniędzy sprzedając obligacje – tym samym jeszcze bardziej spychając ceny w dół.

Skutkiem jest załamanie funduszy hedgingowych [instytucji zarządzających za opłatą powierzonym kapitałem], co z kolei szkodzi bankom, pożyczającym im pieniądze.

Posługiwanie się kredytem do kupna dóbr konsumpcyjnych – a zatem wspomaganie generowania zysków i wzrostu gospodarczego – to kolejna zbieżność z rokiem 1929.

Jednak w latach 20. rozwiązania kredytowe takie, jak kupno na raty, dostępne były tylko dla najbogatszych. Górne 5 proc. gospodarstw domowych odpowiadało za jedną trzecią wszystkich wydatków konsumpcyjnych.

Dzisiaj powszechne zadłużenie konsumenckie osiągnęło gigantyczny poziom. Płace realne są w mniejszej lub większej stagnacji, więc ludzie muszą zaciągać długi, by kupować dobra konsumpcyjne, a nawet by związać koniec z końcem.

Dług przeciętnego gospodarstwa domowego w USA niemal równy jest dochodowi do dyspozycji.

Według ostatnich szacunków, gospodarstwa domowe w Wielkiej Brytanii zadłużone są na 1 400 miliardów funtów – jakieś 225 miliardów na kartach kredytowych i pożyczkach prywatnych, reszta pochodzi z kredytów hipotecznych.

Inaczej niż w ubiegłych dekadach, umyślnie tworzono tę bańkę kredytów konsumenckich jako niezbędny środek do utrzymania wzrostu gospodarczego.

Przedsiębiorstwa nie chcą podnosić płac i nie godzą się na obniżanie zysków, tak więc bańka kredytowa skoncentrowana na gospodarstwach domowych, jest ostatnim środkiem zachęcającym ludzi do kupowania.

To jeden z powodów, dla którego obecny kryzys kredytowy wzbudził panikę wśród klasy rządzącej.

Z jednej strony chcą oni bardziej kontrolować kredyty i pożyczać pieniądze tylko tym, którzy mogą je spłacić.

Z drugiej jednak strony, takie ograniczanie kredytów stłamsiłoby popyt na dobra konsumpcyjne i zagroziło wpędzeniem całej gospodarki w recesję. Moglibyśmy ujrzeć powtórkę dynamiki mającej miejsce w 1929 r.

Kryzys wybuchający w jednym sektorze finansowym – amerykańska giełda w 1929 r., amerykańskie kredyty hipoteczne subprime [wysokiego ryzyka] obecnie – przenosi się na pozostałe rynki finansowe, a następnie paraliżuje system finansowy w ogólności, zanim wedrze się do „realnej gospodarki”.

Groźba zastoju systemowego właśnie zawisła. Obawa przed złymi długami hipotecznymi, powoduje, że banki odmawiają sobie nawzajem pożyczek – to tzw. załamanie kredytowe.

Właśnie to załamanie doprowadziło do ubiegłorocznego upadku brytyjskiego Northern Rock oraz było głównym czynnikiem stojącym za upadkiem amerykańskiego banku Bear Stearns. Oto dlaczego Bank Anglii wstrzyknął do banków pięć miliardów funtów nagłych pożyczek przy dwóch osobnych okazjach w jednym tygodniu w marcu.

Dzisiejszy kryzys oczywiście niekoniecznie będzie miał taki sam przebieg, jak podczas recesji lat 30.

Kryzys bankowy w Japonii na początku lat 90. doprowadził do powolnej, wypalającej recesji utrzymującej się w tym kraju przez dekadę.

Jednak podobnie jak kryzys lat 30., dzisiejsze wstrząsy finansowe są odzwierciedleniem głębszych problemów gospodarczych – przede wszystkim długoterminowego kryzysu spadającej stopy zysków.

Klasa kapitalistyczna próbowała już wielu sposobów na ucieczkę od tego problemu – zmuszanie pracowników do cięższej pracy, szukanie rozwiązania w boomie internetowym, a ostatnio ekspansję finansów i kredytu. Żaden z nich nie jest w stanie rozwiązać problemu leżącego u podstaw gospodarki.

Kredyt zaś działa w tej sytuacji jak broń obosieczna, tak jak zauważył Karol Marks w trzecim tomie „Kapitału”:

"System kredytowy przyspiesza materialny rozwój sił wytwórczych i powstawanie rynku światowego. (...)Równocześnie kredyt przyspiesza gwałtowne wybuchy tej sprzeczności, czyli kryzysy, i tym samym wzmaga elementy rozkładu starego sposobu produkcji." (K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 25, Warszawa 1983 r., s. 685).


Tłumaczył Paweł Jaworski