PYTANIA W RUCHU

CASTRO NA EMERYTURZE

Czy należy popierać Kubę?

Fidel Castro, który w lutym ustąpił ze stanowiska prezydenta Kuby, jest jednym z najważniejszych i najbardziej wpływowych przywódców politycznych Ameryki Łacińskiej ubiegłego stulecia.

Przez prawie 50 lat opierał się potędze USA, a reżim kubański przetrwał wymierzoną przeciw niemu blokadę gospodarczą.

Dla milionów mieszkańców Ameryki Południowej Kuba stała się symbolem oporu wobec imperializmu.

Lecz Kuba symbolizuje też coś innego – jest jednym z niewielu państw sprzymierzonych za czasów zimnej wojny z Rosją, które przetrwały upadek Bloku Wschodniego na początku 1990 r.

Uwidacznia to reakcja na rezygnację Castro. Debata medialna obracała się głównie wokół pytania, czy Kuba będzie nadal iść swoją dotychczasową drogą polityczno-gospodarczą, czy też odejście Fidela oznaczać będzie zmianę kierunku.

Przez pięć ostatnich dekad Kuba Castro niewątpliwie wzbudzała podziw i lojalność ze strony wielu z tych, którzy zwą siebie socjalistami. Jednak rzeczywiste związki tego kraju z socjalizmem są wątpliwe.


Populistyczny nacjonalizm

Sam Castro nie zaczynał jako jakiegoś rodzaju socjalista. Wywodził się z kubańskiej tradycji populistycznego nacjonalizmu i był członkiem partii Ortodoxo. Młodsi jej członkowie w latach 40. i 50. radykalnie przeciwstawiali się gangsterskiej dyktaturze generała Fulgencio Batisty, wspieranemu przez USA.

Niektórzy chwycili za broń. W 1953 r. Fidel przeprowadził katastrofalny w skutkach atak na koszary Moncada w Santiago, drugim co do znaczenia mieście na Kubie. Jego Ruch 26 Lipca, jak wszystkie inne organizacje antybatistowskie, był brutalnie represjonowany. Fidel wygłosił płomienną mowę w swej własnej obronie, został jednak uwięziony i wygnany do Meksyku.

Wygnańcy zawiązali spisek, a następnie podjęli szkolenie. Wówczas, w towarzystwie wędrownego lekarza Ernesto Guevary, zwanego Che, dokonali brawurowej inwazji na Kubę w 1956 r. dysponując zaledwie kilkudziesięcioma ludźmi.

Odziały partyzanckie ruszyły w góry, podczas gdy większość Ruchu 26 Lipca walczyła z dyktaturą w miastach posługując się sabotażem, zamachami i agitacją.

W obliczu okrutnych represji w miastach, ruch coraz bardziej podkreślał znaczenie partyzantki. Szczególnie Castro i Guevara świadomie opowiadali się za strategią partyzancką. Wkrótce stali się siłą dominującą wśród radykalnej opozycji wobec Batisty.

Pod koniec 1958 r. Batista stanął w obliczu narastania powszechnego niezadowolenia. Jego amerykańscy mocodawcy spanikowali i opuścili go. Gdy siły Castro zeszły z gór i otoczyły miasta, odkryły, że armia odmawia walki i ulega rozproszeniu.

1 stycznia 1959 r. Batista uciekł z kraju. Oddziały Castro triumfalnie wkroczyły do Hawany. Zwycięstwo to było jednak bardziej kwestią znalezienia się na właściwym miejscu we właściwych czasie, niż zasługą strategii partyzanckiej – czego miały dowieść podejmowane gdzie indziej katastrofalne próby powtórzenia „kubańskiego modelu” rewolucji.

Castro podkreślał wówczas, że nie jest komunistą – określał rewolucję jako oliwkowo-zieloną (od koloru partyzanckich mundurów), a nie czerwoną. To amerykański imperializm pchnął Fidela w ramiona Rosji i sam stworzył cierń, który miał na długo utkwić w boku rządu USA.

Na Kubie istniało z pewnością masowe poparcie dla armii rebeliantów i dla utworzonych przez nich odgórnie struktur państwowych. Jednak Ruch 26 Lipca był ostrożny, potępiał przejmowanie ziemi i sprawował ścisłą kontrolę nad związkami zawodowymi.

Dla ludu nie przez lud

Były to raczej rządy sprawowane dla ludu, niż sprawowane przez lud. Władza polityczna pozostała w rękach Ruchu 26 Lipca, z całą jego dyscypliną i hierarchiczną strukturą – sposobem organizacji odzwierciedlającym jego korzenie jako konspiracyjnej siły wojskowej.

Mimo że zwykli Kubańczycy nie pełnili istotnej roli w rewolucji roku 1959, pierwsze lata rządów Castro z pewnością przyniosły znaczne osiągnięcia – w ochronie zdrowia, walce z analfabetyzmem, edukacji i likwidacji bezrobocia.

Tego było już za wiele dla znacznej części kubańskich bogaczy, którzy czmychnęli do Miami na Florydzie, przekonani, że Stany Zjednoczone obalą Castro i niedługo będą mogli powrócić.

Postawa USA

Rząd USA uznał początkowo nowy kubański rząd, lecz szybko zmienił zdanie. O ile amerykanom nie żal było odejścia Batisty, o tyle zdecydowani byli, by żaden rząd u ich granic nie czynił uszczerbku interesom ich kapitalistów. Postanowili dokręcić śrubę Fidelowi.

Amerykańskie firmy odmówiły przetwarzania ropy dla Kuby. Zostały one przejęte przez państwo, tak jak następnie wiele kubańskich przedsiębiorstw.

Sponsorowana przez CIA inwazja w Zatoce Świń w 1961 r. została odparta, a społeczne poparcie dla Castro wzmogło się. Ekonomiczny bojkot ze strony amerykańskich firm pod patronatem rządu USA przerodził się w pełnowymiarowe embargo, trwające po dziś dzień.

Rola Rosji

Castro podążył drogą wydawałoby się logiczną dla każdego przywódcy podczas zimnej wojny. Zagrożony przez jedno supermocarstwo, zwrócił się w stronę drugiego – stalinowskiej Rosji. Wtedy właśnie Castro ogłosił siebie samego komunistą, a swoją rewolucję – rewolucją socjalistyczną.

Rosja chętnie zaakceptowała awanse ze strony Castro, widząc w tym szansę na stworzenie przyczółka w Ameryce. Ale jej „oddanie” wobec Kuby było czysto interesowne.

Gdy interesy Kuby i Rosji weszły w konflikt, Kuba została bezceremonialnie zignorowana. Wielu spośród przywódców kubańskich poczuło, że pozbyto się ich w układzie między rządami USA i ZSRR, który zakończył kubański kryzys rakietowy w 1962 r.

Na początku pomiędzy współrządzącymi wraz z Castro podjęta została poważna debata o kierunku i strukturze kubańskiej ekonomii.

Pod koniec lat 60. została zakończona. Kuba zmuszona była zastąpić gospodarcze uzależnienie od Stanów Zjednoczonych na uzależnienie od Rosji i jej satelitów.

Plany dywersyfikacji gospodarczej odłożono, opierając się w zamian na tradycyjnych produktach eksportowych, przede wszystkim na cukrze. Kuba stała się etatowym satelitą Rosji, zastępując ją nawet w wojnach w Afryce (czasami z dużym powodzeniem).

W pakiecie przyjęto wszystkie skutki uboczne jednopartyjnego państwa komunistycznego, łącznie ze specjalnymi udogodnieniami i względnie wysokimi standardami życia dla liderów Partii Komunistycznej.

Mimo to, wielu zwykłych Kubańczyków nadal broniło i identyfikowało się z reżimem Castro, mając w pamięci dyktaturę i doceniając osiągnięcia wczesnych lat 60.

Kryzys

Upadek Związku Radzieckiego w 1991 r. wtrącił Kubę w gospodarczy i polityczny kryzys. Kubańczycy zostali zmuszeni do przetrwania ciężkiego okresu biedy wraz z dostosowaniem gospodarki i otwarciem jej na konkurencję na światowym rynku.

Niektóre branże rozkwitły, np. turystyka, przynosząc zastrzyk dewiz pewnej części Kubańczyków, lecz innym nie. Nierówności społeczne zaczęły rosnąć, dla wielu zaś spadł standard życia. Gospodarka Kuby jest dziś daleka od socjalistycznego raju, z jej prężnym czarnym rynkiem i powszechną prostytucją związaną z branżą turystyczną.

Dzisiejsi socjaliści powinni bronić Kuby przed amerykańskim imperializmem, lecz nie powinniśmy łudzić się co do rzekomo socjalistycznego charakteru tego kraju.

Reżimy takie jak na Kubie mogą wprowadzić wszelkiego rodzaju reformy „odgórnie” – nie mogą jednak własnoręcznie wyeliminować światowego systemu kapitalistycznego, nie zastąpią również socjalizmu „oddolnym”, w którym masy zwykłych ludzi powstają i biorą swój los w swoje ręce.

Mimo wszystkich kryzysów i sprzeczności reżim Castro przetrwał. Niewątpliwy autorytaryzm systemu kubańskiego z pewnością był pomocny w tym względzie, lecz sam ten fakt nie wyjaśnia trwałości reżimu.

Częściowym wytłumaczeniem jest to, że Castro mógł oprzeć się na autentycznym poczuciu dumy narodowej. Kubańczycy są dumni z tego, że zdołali odeprzeć wszystko, co potężne USA rzuciło przeciwko nim.

Jednak różne formy sprzeciwu – ciągle raczej indywidualne lub występujące na małą skalę – wskazują na trudności, przed którymi stoi hierarchiczny reżim, przyzwyczajony do wydawania i egzekwowania rozkazów.


Paradoks

Kuba Fidela Castro to paradoks. Gdy powiodła się próba przełamania kolonialnej zależności, na małą wyspę porażkę sprowadziła niemożliwość zerwania z zasadami światowego rynku.

Gdy powiodła się rewolucja ciesząca się wielkim poparciem społecznym, jeśli nie masowym udziałem ludu, przerodziła się w skostniałą hierarchię, autorytarnie kierowaną.

Klika rządząca obecnie na Kubie to tacy sami ludzie, jak ci, którzy nadzorowali przemiany gospodarcze roku 1990. Jedni wolą zacieśniać więzy z Chinami, podczas gdy inni spoglądają w stronę Europy.

Jeszcze inna strategia stosowana przez władze zakłada powiązania handlowe z resztą gospodarek latynoamerykańskich, jak Brazylia czy Argentyna.

Kuba jednak nadal pozostaje symbolem suwerenności i niezależności dla mieszkańców Ameryki Łacińskiej. Pytanie, jak długo następcy Fidela mogą utrzymać ten stan rzeczy.


Tłumaczył Paweł Jaworski