MARZEC 68 -

Część globalnego ruchu

Radykalni uczestnicy przełomowych wydarzeń politycznych często mają wiele ważnych wspomnień o swoich doświadczeniach, nawet jeśli sami są już o wiele bardziej umiarkowani. Gdy Adam Michnik i Daniel Cohn-Bendit przemawiali na spotkaniu na Uniwersytecie Warszawskim w 40. rocznicę Marca, przypomnieli wiele ciekawych wątków o roku 1968, które dają nadzieję na znacznie głębsze zmiany w  przyszłości, niż mówcy by sobie życzyli.  Niżej przedstawiamy kilka ważnych aspektów Marca, czasami posługując się tematami podniesionymi podczas tego spotkania, w celu obalenie niektórych mitów.

MITY MARCOWE

Mit: Marzec był zasadniczo inny od buntów na zachodzie w roku 1968. We Francji i Włoszech noszono plakaty z podobiznami Mao. Tam protestujący dążyli półświadomie do totalitaryzmu. W Polsce jednak chodziło o patriotyczną obronę tradycji.

Na spotkaniu uniwersyteckim Cohn-Bendit, lider ruchu studenckiego w 1968 r. we Francji, przypomniał, jak w jego obronie odbyła się masowa demonstracja w Paryżu pod hasłem: "Wszyscy jesteśmy niemieckimi Żydami". Uczestniczyli w niej nie tylko francuscy studenci, ale także młodzi robotnicy oraz algierscy i czarnoskórzy mieszkańcy Paryża. Właśnie takie momenty pokazują nam, że solidarność międzynarodowa jest nie tylko możliwa, ale gdy następuje, jest potężna.

Ten internacjonalizm dotyczył również krajów bloku wschodniego. Lewicowi studenci i młodzi robotnicy solidaryzowali się z ruchem w Czechosłowacji i Polsce - nie z rzekomo "lewicową" władzą. Cohn-Bendit przypomniał, że kiedy był sądzony w roku 1968, sędzia zapytał się go jak się nazywa. „Czerwony Dany” odpowiedział: "Kuroń-Modzelewski". W tamtym czasie Kuroń i Modzelewski byli znani jako autorzy marksistowskiej krytyki PRL -  "listu otwartego" ["list otwarty” można przeczytać na stronie http://www.pracdem0.republika.pl/strony/listotwarty_kur_modz.html]. Wiedziano o tym, że siedzieli za pisanie tego tekstu i że po wyjściu z więzienia wrócili do walki.

To kolejny fantastyczny przykład internacjonalizmu. Mający niemieckich rodziców student urodzony we Francji utożsamia się z polskimi aktywistami, gdy sam jest sądzony!

W Polsce duch internacjonalizmu też nie był obcy. Oczywiście, prawdą jest że protesty rozpoczęły się po zdjęciu przez władze Dziadów Mickiewicza i stąd mówi się o patriotyzmie i tradycji. Potem 8 marca zorganizowano ogromny wiec w obronie Adama Michnika i Henryka Szlajfera, dwóch studentów-aktywistów, a protesty rozszerzyły się na cały kraj. Uczestniczyli w nich nie tylko studenci, lecz również młodzi robotnicy ("chuligani" w języku władzy).

Ale, jak później powiedział pierwszy sekretarz partii Władysław Gomułka, broniąc się rozpaczliwie:  Dziady wcześniej pokazywano mnóstwo razy. Marzec miał miejsce w atmosferze nadziei stworzonej przez Praską Wiosnę - próbę zdemokratyzowania systemu w ówczesnej Czechosłowacji. Popularne były hasła: "Brawo Czesi" i "Cała Polska czeka na swego Dubceka" (lidera czechosłowackiej partii rządzącej, który próbował przeprowadzić reformy).

Również ciekawy jest fakt, że wśród aktywistów w Polsce internacjonalizm nie ograniczał się do solidarności z opozycją w Bloku Wschodnim. Jak pisze Piotra Osęka w swojej wydanej w tym roku książce "marzec '68": „Działała też grupa studentów zwana "wietnamską", starająca się naśladować antywojenne protesty młodzieży na Zachodzie. Urządzali manifestacje pod ambasadą amerykańską, wznosili okrzyki podczas pochodów pierwszomajowych, pisali do władz petycje żądające zwiększenia pomocy dla "walczącego Wietnamu". Ich działania zapewne bardziej były podyktowane modą na "lewackość" (a więc muzykę, styl życia) i chęcią przeżycia przygody niż ugruntowanymi poglądami, ale władze partyjne i SB traktowały je z dużym niepokojem.

Chociaż inicjatywa pozornie współgrała z oficjalną propagandą, była zbyt spontaniczna i nieokiełznana, aby można ją było zaakceptować. Początkowo grupa ta nie miała nic wspólnego z dawnymi poszukiwaczami sprzeczności [czyli z grupą Michnika], dopiero z czasem doszło do zbliżenia obu środowisk,".

Jeśli chodzi o dążenie do totalitaryzmu, sprawa, jak powiedział na UW Cohn-Bendit, jest bardziej złożona. Uczestnicy buntów w 1968 roku szukali alternatywy wobec systemu.

Gdy niektórzy nosili transparenty Mao mylili się, ale nie bardziej niż ci opozycjoniści w PRL, którzy uważali (i wciąż uważają) wojsko USA za militarne ramię wolności.

Mit: Wydarzenia polskiego marca pokazują, że reżimy socjalistyczne są tak samo brutalne albo brutalniejsze od reżimów kapitalistycznych.

Gdyby PRL był socjalistycznym systemem, to stwierdzenie byłoby prawdziwe, ale nim nie był.

Na pewno Marzec był ważnym wydarzeniem oddalającym wielu ludzi od pojęć socjalizmu i antykapitalizmu. W następnych latach tacy ludzie, jak Kuroń, Modzelewski i Michnik odeszli od marksizmu. Nie musiało jednak tak być. Kuroń i Modzelewski - czołowe postacie wśród opozycjonistów, w swoim "liście otwartym" (1965 r.) krytykowali PRL jako system klasowego wyzysku. Jednak krytykowali także system parlamentarny na Zachodzie jako nieprawdziwie demokratyczny.

Niestety, odeszli od swoich w znacznej mierze trafnych analiz teoretycznych.

Faktycznie, PRL i reszta Bloku Wschodniego były krajami klasowego wyzysku. W rzeczywistości były krajami państwowego kapitalizmu. Władze PRL miały swoje korzenie w stalinowskiej Rosji, a nie w pierwszym okresie rewolucji 1917 r. Niestety, marksizm, który potrafił opisać świat i przyczynić się do jego zmiany, był za blisko kojarzony w umysłach większości społeczeństwa z pseudomarksizmem PRL, który miał głównie usprawiedliwić władze PZPR. Dlatego kursowały takie żarty jak - "W kapitalizmie jest wyzysk człowieka przez człowieka, a w socjalizmie - na odwrót".

Mit: Marzec pokazuje nam, że warto walczyć jedynie o parlamentarną demokrację - nie da się zastąpić kapitalizmu bardziej demokratycznym i ludzkim systemem.

Tak chcieliby to widzieć panujący na całym świecie. Ale Marzec pokazał, że bez zorganizowanych pracowników nie da się wstrząsnąć systemem. Dwa lata później nastąpiły strajki na Wybrzeżu, a w sierpniu 1980 powstał wielki 10-milionowy ruch pracowników, który pokazał potencjał pracowniczej alternatywy wobec systemu.

Marzec '68 nie odwrócił ludzi takich jak Michnik od pracowników. Do 1989 roku  wierzył on, że  "tylko zorganizowany nacisk klasy robotniczej może wymusić na władzy ustępstwa" - jak powiedział Jackowi Żakowskiemu w wywiadzie dla Gazety Wyborczej (8-9 marca 2008 r.). Ale co innego widzieć w pracownikach taran, użyteczny dla osiągnięcia większej demokracji w państwie, a co innego widzieć w demokracji pracowniczej alternatywę dla systemu kapitalizmu państwowego (na Wschodzie) czy prywatnego (na Zachodzie).

Po 1968 roku Michnik zbliżał się do poglądu, że właściwie USA są tym dobrym supermocarstwem. Od wiary, że ZSRR przyniósł Polsce socjalizm na stalinowskich czołgach przesunął się, razem z większością jego środowiska, do wiary, że USA niosą demokrację innym krajom. Najlepszą postawę, której wtedy brakowało w opozycji podczas PRL, można wyrazić hasłem - "Ani Waszyngton ani Moskwa".  A jeśli naprawdę chce się obalić system, trzeba dodać: "lecz międzynarodowy socjalizm" - rozumiany jako socjalizm oddolny.

Mit: Marzec pokazuje, że krytyka Izraela musi iść w parze z antysemityzmem.

Chyba nie było takiego kraju na świecie, który dostarczyłby mocnych dowodów rzekomo potwierdzających to twierdzenie, jak Polska w 1968 r.

W czerwcu 1967 r. Izrael (sojusznik USA) zaatakował państwa arabskie i wygrał tzw. Wojnę Sześciodniową. W Polsce nastąpiła rozgrywka w aparacie władzy, w której jedna strona posługiwała się antysemityzmem (nazywając go "antysyjonizmem").

Prawdziwy syjonizm jest nacjonalistyczną ideologią, która była używana przez żydowskich osadników-kolonialistów w Palestynie, by tworzyć apartheidowskie państwo Izrael w 1948 r. przy dokonaniu czystek etnicznych. Gdyby Gomułka naprawdę chciał walczyć z syjonizmem, mógł przecież pozwolić Żydom - antysyjonistom w Polsce głosić swoje poglądy publicznie. Oczywiście, tego nie zrobił.

Po wystąpieniach studenckich nasiliła się jeszcze gorętsza kampania antysemicka, tym razem sięgająca również  poza aparat - wciąż pod płaszczykiem "antysyjonizmu". Tysiące ludzi straciło pracę lub zostało przeniesionych do gorszej pracy. W imię "antysyjonizmu" wypędzono z Polski 15 tys. ludzi - większość Żydów ocalałych po Holocauście i ich rodziny.

Antysemityzm został po prostu inaczej nazwany. To nie jedyna okazja, kiedy władze używały słowa w zupełnie sprzecznym niż ich prawdziwe znaczeniu. Cały język PRLowskiej ideologi był przecież oparty na kłamstwie, że budowało się socjalizm, alternatywę wobec kapitalizmu. Inni rządzący też nie są wolni od tego zwyczaju. Gdy George W. Bush mówi, że toczy wojny o wolność i demokrację, czy to nie jest podobnym przykładem całkowitego nadużywania słów?

Władze Izraela nie mówią w imieniu wszystkich Żydów, a krytyka Izraela nie jest tożsama z antysemityzmem, jak słusznie zauważył Daniel Cohn-Bendit na UW.

Francja w maju 1968 r była krajem, w którym miał miejsce największy do tamtego czasu strajk w historii. To nie przypadek, że w takiej atmosferze miała miejsce wspomniana wcześniej ogromna demonstracja pod hasłem: "Wszyscy jesteśmy niemieckimi Żydami". Pracowniczy bunt przeciw systemowi i walka z wszelkimi formami rasizmu idą bowiem ze sobą w parze.

Andrzej Żebrowski