* Naszym zdaniem * Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *

 

Bezrobocie szaleje -

walczmy ze zwolnieniami

Masowe zwolnienia

Nastąpiła lawina zwolnień. W grudniu było 76 tys. nowych bezrobotnych – codziennie wyrzucano ok. 2500 osób na bruk. To bardzo dużo. Jednak w styczniu proces zwolnień uległ gwałtownemu przyspieszeniu - stopa bezrobocia sięgnęła 10,5 procenta, przybyło aż 160 tys. osób bez pracy – czyli ok. 5200 dziennie! Obecnie, według Ministerstwa Pracy, w Polsce jest 1,63 mln. bezrobotnych.

Istnieją dwa rodzaje zwolnień, które obecnie mają miejsce.

* Kryzys systemu kapitalistycznego rzeczywiście doprowadził do kłopotów finansowych różnych firm – więc zwalniają one ludzi.

* Niektóre firmy nie mają tych kłopotów, ale i tak zwalniają – by wykorzystać korzystną dla nich koniunkturę.

Jest oczywiste, że strona pracownicza nie powinna zaakceptować drugiego rodzaju zwolnień. Ale trzeba też powiedzieć jasno: „Nie zgadzamy się na żadne zwolnienia".  Pracownicy nie kierują systemem, więc dlaczego mają płacić za jego kryzys?

Rząd nie wie co robić – ukrywa  skalę kryzysu

By „walczyć z kryzysem" Tusk chce wprowadzić cięcia liczące ok. 20 mld złotych. Każde ministerstwo ma obciąć swoje wydatki o 10 procent.

Czy rząd naprawdę myśli, że zmniejszeniem wydatków wyjdzie się z kryzysu, który wyraża się m. in. w mniejszych wydatkach i nadprodukcji?

Rząd chce zarobić w bieżącym roku 12 mld złotych z prywatyzacji. Ale jakim cudem ma prywatyzacja, idąca w parę ze zwolnieniami i gorszymi usługami, poprawić obecną sytuację?

Rządowe prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego można wyrzucić do kosza. Polska gospodarka może nawet już wpada w recesję (pamiętajmy, że tylko kilka tygodni temu rząd mówił o 4,8 - procentowym wzroście,  a w lutym zakłada już pesymistyczny scenariusz 1,7 proc. wzrostu). Recesja jest możliwa - produkcja przemysłowa spadła w grudniu o 3,7 proc. wobec poprzedniego miesiąca, a w ujęciu rocznym spadła o 4,4 proc.

Rząd mówi nawet o zaciąganiu pożyczki od Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Minister finansów Jacek Rostowski w wywiadzie dla Rzeczpospolitej (13 lutego) powiedział, że MFW może udzielać nowego rodzaju pożyczek państwom „które prowadzą odpowiedzialną politykę gospodarczą" (czyli cięcia, zwolnienia). „Fundusz ma taki problem, że nikt nie chce korzystać z tego instrumentu. Jest on m. in. za drogi," dodaje Rostowski. Jednak drogość pożyczki nie przeszkadza rządowi o niej rozmawiać. Janusz Szewczaka w Gazecie Finansowej pisze, że „chodzi o kwotę od 5 - 10 mld EUR". Według niego rozmowy z MFW oznaczają, że „sytuacja musi być znacznie poważniejsza, niż się to wielu wydaje, a polskie społeczeństwo nie jest uczciwie informowane o skali tych zagrożeń".

Hazard

Żyjemy w tak absurdalnym systemie, że życie milionów ludzi jest niszczone przez gry hazardowe garstki bogatych – na giełdach światowych i nie tylko.

W 2008 roku popularne wśród polskich biznesmenów były tzw. „umowy opcyjne" śmiesznie nazwane też „umowami zabezpieczającymi". Wysoki kurs złotego wzbudził chciwość polskich kapitalistów. Firmy zobowiązywały się dostarczyć bankom euro, które jednak…  zaczęło gwałtownie drożeć. Od czerwcowego szczytu kursu złotego euro zyskał do złotego ok. 40 proc. (a dolar aż 70 proc.). Rzeczpospolita podaje (7 lutego), że według niektórych szacunków firmy stracą na opcjach łącznie 40 mld zł.

Z powodu hazardu opcyjnego kilka spółek złożyło już wnioski o upadłość m. in. Odlewnie Polskie, Elwo oraz Krosno (patrz s. 9). Zobowiązania z tytułu zawartych umów opcyjnych  tych firm przekroczyły wartość ich majątku!

Tak głęboki kryzys, jak dzisiejszy, połączony z tak szkodliwymi zjawiskami, jak spekulacyjny hazard, pokazuje, że kapitalizm nie działa. To sygnał, że powinien być on zastąpiony racjonalnym systemem demokratycznego planowania gospodarczego.

Jednak póki system istnieje, pracownicy mają nie tylko prawo, ale obowiązek wobec swoich najbliższych i samych siebie, by bronić i nawet poprawić swój standard życia. Nie jest naszym obowiązkiem troszczenie się o zyski biznesu, tylko o wzmocnienie naszej samoorganizacji w walce z szefami.

 To jest ich kryzys

Hasło „nie płaćmy za ich kryzys" wyraża dziś jedyną skuteczną strategię dla ruchu związkowego ogólnie i strajkujących pracowników w szczególności. Każde odejście od takiego stanowiska grozi osłabieniu walki pracowników i jeszcze większym pogorszeniu warunków życiowych zwykłych ludzi.

Nie możemy zaakceptować gorszych warunków, obniżenia płac lub wyrzucania z pracy – nawet jeśli firma znajduje się w tarapatach. Wielu pracowników to rozumie – słusznie twierdzą, że to nie my zarabiamy wielkie zyski w „dobrych" czasach, więc dlaczego mamy być karani gdy następuje czas kryzysu? Jednak pod presją źle pojętego „realizmu" czasami pracownicy dobrowolnie godzą się na niepotrzebne ustępstwa.

Tak się stało w Stalowej Woli. Na początku roku pracownicy zgodzili się na 20 - procentowe obniżenie płacy i czasu pracy, by ratować firmę. Czy to pomogło? Nie – teraz pracownicy walczą przeciw masowym zwolnieniom (patrz s. 9).

Str. 2-3:  Ellisiv Rognlien,

Andrzej Żebrowski