Louise Michel

KOBIETA, KTÓRA WZNIOSŁA BARYKADY

18.07.04 zmarł Paul Foot, uznany za dziennikarza dekady w latach 90ych w Anglii oraz działacz Socialist Workers Party (siostrzanej organizacji Pracowniczej Demokracji). To właśnie on, w 1979 roku, urzekał słuchaczy swą opowieścią o Louise Michel i Komunie Paryskiej. Oto wersja zredagowana jego opowiadania.

Wszystko zaczęło się na paryskich wzgórzach Montmartre, około 3 rano, 8 marca 1871 roku ; dzień ten jest jedną z ważniejszych dat w naszej historii. Nad całym miejscem górowało 250 armat. Działa te całkiem niedawno używane były podczas wojny francusko-niemieckiej, kiedy to Paryż przez całą zimę pozostawał oblężony przez wroga.
Wojna zakończyła się dla większości Paryżan całkowitą "wyprzedażą". Tuż po podpisaniu rozejmu wybrano w Paryżu mocno prawicowy rząd. Przewodził mu Adolphe Thiers, opisywany przez Karola Marksa jako "potworny gnom".
Bezpośrednim problemem Thiersa był sam Paryż. Większość jego mieszkańców stanowili robotnicy, nieprzychylni w stosunku do rządu, rozzłoszczeni z powodu nakazu zapłacenia zaległych czynszów wstrzymanych podczas oblężenia, i wściekli na swe warunki pracy.
Thiers był zwłaszcza zaniepokojony problemem dział na Montmartre, które pojawiły się tam w bardzo prosty sposób - otóż sami Paryżanie: pracujący mężczyźni, kobiety i dzieci skonfiskowali je i własnoręcznie przywlekli.
Polecenie do tej niełatwej operacji wydała Gwardia Narodowa. Były to ochotnicze siły zorganizowane w Paryżu jeszcze do walki z Prusakami; warto dodać, że komitet centralny Gwardii Narodowej był tworem autentycznie demokratycznym.
Rząd wysłał swych żołnierzy z nakazem ponownego zarekwirowania dział i pozostania przy nich na straży. To posunięcie wywołało oczywiście zamieszki na ulicach, kiedy ludzie zgromadzili się, by bronić dział.
I wtedy drogą na Montmartre nadbiegła 41-letnia Louise Michel, członkini komitetu sprawującego pieczę nad bronią. Otóż kiedy zajmowała się rannym, przypadkowo podsłuchała generała tłumaczącego żołnierzom francuskiej armii, że teraz oni są odpowiedzialni za Paryż, zaś "ohydna brudna hołota, która zabrała jego działa z miejsca, w którym powinny się znajdować, dostanie za swoje".
Louise Michel doskonale zrozumiała, o co chodzi. Jako nauczycielka z zawodu (zresztą córka pokojówki), była wykopywana z kilku szkół za swe niezależne metody nauczania, których nie chciała zmieniać. Bardzo aktywna w radykalnym paryskim ruchu, szybko stała się sławną i cenioną mówczynią. Pomimo ogromnej wrogości w stosunku do każdej kobiety o niezależnych poglądach, cierpliwie znosząc głupawe chichoty i przycinki za każde mieszanie się w "niekobiece" sprawy, Louise Michel udało się jednak zyskać wiarygodność w ruchu. Wstąpiła do (założonego m.in. przez Karola Marksa), pomimo że - jak sama nazwa wskazuje - dla kobiety było to prawie niemożliwe (w jęz. angielskim "International Working Men's Association"). Poradziła sobie również z uzyskaniem członkostwa w Gwardii Narodowej, co było naprawdę godne uwagi, gdyż Gwardia składała się wyłącznie z mężczyzn.
W każdym razie kiedy Louise usłyszała komentarze generała, zbiegła ze wzgórza krzycząc, że kroi się zdrada - plac jest przejmowany przez armię, a broń zabrano ponownie - i że należy ruszyć, by powstrzymać zdarzenia. Nakazała uderzyć we wszystkie kościelne dzwony. Nieszczęśni żołnierze nadal strzegli dział; ludzie zaczęli zgromadzili się coraz tłumniej, a generałowie usiłowali utrzymać kontrolę.

200 kobiet
I nagle ujrzeli nadciągający tłum ludzi prowadzonych przez Louise Michel - 200 kobiet, w większości z karabinami, nacierających na wzgórze naprzeciw 3000 uzbrojonych żołnierzy.
Michel pisała później: "Szybko biegaliśmy pod górę, dobrze wiedząc, że na szczycie czeka na nas armia w bojowym szyku. Spodziewałyśmy się śmierci za wolność. Nie wiem jak - ale cała kobieca część ludzkości była przy naszym boku".
Trzy razy generał rozkazał strzelać swoim oddziałom. I trzy razy oddziały nie usłuchały komendy. Raptem jakiś sierżant wykrzyknął "Musimy wszcząć bunt". Po czym nastąpiła wspaniała scena, w której tłum ściskał się z żołnierzami, rozdzielając wokół butelki wina.
Ale Adolf Thiers wcale nie był szczęśliwy. Przeniósł całą machinerię rządową do Wersalu, 70 czy 80 kilometrów w dół drogi. Thiers przysiągł także, że zemści się za to, do czego doszło w Paryżu.
Wieczorem, 18 marca, Komitet Centralny Gwardii Narodowej został ogłoszony rządem Paryża.

Zaatakować
Natychmiast pojawił się spór w Komitecie Centralnym. Niektórzy chcieli natychmiast zaatakować armię w Wersalu. Mówili: "Jeżeli zaatakujemy Wersal teraz, niszcząc tamtejszy rząd, możemy doprowadzić do powstania robotników we wszystkich francuskich miastach".
W tym czasie Louise Michel, która nie była w Komitecie, chwytała na zewnątrz wszystkich znajomych i nalegała: "Musimy iść na Wersal - nadszedł czas".
Ale większość Komitetu wolała działać legalnie. Postanowili poddać się wybranemu ciału, które będzie zdolne poprawnie rządzić.
Wybory odbyły się 26 marca. Gwardia Narodowa wydała orędzie: "Nie straćcie z oczu faktu, że osoby które najlepiej będą Wam służyły to te, które wybierzecie z pośród Was samych, które żyją Waszym życiem, cierpią Waszymi cierpieniem. Nie ufajcie ambitnemu, tak samo jak dorobkiewiczowi. Nie ufajcie również gadatliwym, którzy nie potrafią zamienić słów w czyny. Unikajcie tych, dla których los był przychylny, bo rzadko się zdarza, że ten który posiada bogactwo, widzi w pracującym człowieku brata."

Wybory przywitano z ogromnym entuzjazmem. A wybrani ludzie, ogólnie mówiąc, reprezentowali coś, co pewien pisarz nazwał Czerwonymi Republikanami.
Wybory były inne od wszystkich dotychczasowych. Decydentami nie byli jedynie ci robotnicy, którzy rządzili. Byli nimi robotnicy wykonujący decyzje rządu. Czy kiedykolwiek widzieliśmy robotników stojących na czele policji, sędziów, właścicieli gazet? Komuna Paryska dokonała tego.
Komunie Paryskiej pozwolono istnieć jedynie dwa miesiące, a w czasie tym była pod ciągłym oblężeniem wersalskiej armii.
Ale Komuna zdołała unieważnić niezapłacone czynsze i nakazy eksmisji. Lombardom nakazano zwrócić wszystkie dobra otrzymane od robotników. Zakazano pracy nocnej w piekarniach. Komuna rozpoczęła ubezpieczanie robotników przeciwko nieszczęśliwym wypadkom, co było precedensem we Francji.
Edukację w Paryżu odebrano z rąk zakonnic i mnichów. Zamiast nich nauczaniem zajęli się ludzie, którzy otrzymali polecenie we wspaniałym dekrecie Komuny, aby koncentrować się na faktach, nie na marzeniach i starać się poprawić sytuację, w której "największą dolegliwością dzieci jest znudzenie".
Atmosfera kulturalna była po prostu fantastyczna - wszystkie kościoły zostały przejęte, aby służyć jako miejsca debat.
Ale Komuna nie była doskonała. Odmiennie niż Gwardia Narodowa, Komunę wybierano pod względem geograficznym. Ludzie, których wybierano, raczej byli izolowani od wyborców.
Jeden ze skutków tej słabości był widoczny w sposobie kierowania wojną. Thiers rozpoczął kontratak z Wersalu.
Ostrzał za ostrzałem przybliżał się do bram Paryża. Ale prowadzenie wojny oddano byłym oficerom. Nie mieli oni pojęcia, jak wykorzystać energię demokracji reprezentowaną przez Komunę.
Wersalska armia wkroczyła do miasta, ponieważ nikt nie pilnował bram. Armata na Montemartre, symbol rewolucji społecznej, nie była pilnowana, i w krytycznym punkcie nie mogła zostać użyta.

Marks
Marks pisał, że Komuna Paryska została wybrana powszechnym prawem wyborczym, ale kobiety nie miały prawa głosu. Pomimo tego, działania podjęte przez kobiety w czasie trwania Komuny były ogromne.
Kobiety walczyły dla Komuny z przeświadczeniem, że ich klasa zdobyła władzę, i musi być broniona. Louise Michel przewodniczyła batalionowi 120 kobiet w obronie Komuny.
Dochodzimy do końca historii. Podczas wojny, od 2 kwietnia do 25 maja, 887 żołnierzy z armii wersalskiej zginęło w walce. W czasie 10 dni po 25 maja - zakończeniu wojny - kiedy armia wersalska całkowicie opanowała Paryż, 25 tysięcy ludzi wywieziono z Paryża i rozstrzelano.
Każdy w jakikolwiek sposób powiązany z Gwardią Narodową - mężczyźni, kobiety, dzieci - został zabity. Louise Michel uciekła śmierci, ale nie miała zupełnego szczęścia. Przetransportowano ją do obozu na wygnaniu, potem uwięziono znowu po powrocie do Francji.
Nigdy nie utraciła swojego buntowniczego ducha. Kiedy, na łożu śmierci, powiedziano jej o rewolucji rosyjskiej w 1905 roku, wstała z łóżka, przetańczyła przez pokój, potem położyła się znów mówiąc: "Teraz jestem gotowa na śmierć".