Churchill, Roosevelt i Stalin
Pogarda dla
małych krajów

60 lat temu, w październiku 1944 roku Churchill spotkał się w Moskwie ze Stalinem. Konferencja ta otrzymała kryptonim "Tołstoj" i dotyczyła głównie sytuacji w południowo - wschodniej Europie. Nie uczestniczył w niej wprawdzie prezydent USA, jednak premier Wielkiej Brytanii miał jego pełne poparcie. Co takiego zaproponował na tej konferencji premier "wielkiej demokracji Zachodu" dyktatorowi ZSRR?
Oddajmy głos samemu Churchillowi:
"Chwila była stosowna do rozmów, więc powiedziałem: "Załatwmy nasze sprawy na Bałkanach. Wasze wojska są w Rumunii i Bułgarii. My mamy też tam swoje interesy, misje i agentów. Nie spierajmy się o drobiazgi. Jeżeli idzie o Wielką Brytanię i Rosję, to jak odniósłby się Pan do tego [...] napisałem na połówce kartki:
R u m u n i a
Rosja 90 %
Inni 10 %
G r e c j a
Wielka Brytania [w porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi] 90 %
Rosja 10 %
Jugosławia 50 - 50 %
Węgry 50 - 50 %
B u ł g a r i a
Rosja 75 %
Inni 25 %
Podsunąłem to Stalinowi, który już wysłuchał tłumaczenia. Nastąpiła krótka pauza. Następnie Stalin wziął swój niebieski ołówek, postawił dużą "fajkę" na kartce i zwrócił ją nam.
Oczywiście zastanawialiśmy się uprzednio długo i wnikliwie nad naszym stanowiskiem, choć były to tylko robocze ustalenia okresu wojny" [Milos Mikeln, Stalin, Warszawa 1990].
Długo i wnikliwie!


...JEŚLIBY ZOSTAŁY PODDANE OSĄDOWI...
Jak Churchill ocenił swoje "długo i wnikliwie" przygotowywane propozycje?
"Jak powiedziałem, mogą one być uważane za bardzo prymitywne, a nawet rażące, jeśliby zostały poddane osądowi ministerstw spraw zagranicznych i dyplomatów na świecie. Stąd też nie mogą stanowić podstaw żadnego oficjalnego dokumentu, a już na pewno nie w tym momencie. Mogą one być natomiast dobrą wskazówką do prowadzenia naszych spraw. Jeśli poprowadzimy je odpowiednio, przypuszczalnie zdołamy zapobiec wojnom domowym i przelewowi krwi w małych krajach. Powinniśmy się kierować zasadą, że każdy kraj sformuje taki rząd, jakiego życzy sobie jego naród."
Nietrudno dostrzec, że ostatnie zdanie nie pasuje do całości. Postulaty 90 % czy 50 % uzależnienia od tego lub innego mocarstwa stały przecież w całkowitej opozycji do ewentualnych "życzeń narodów".
Jednak nie ten brak logiki w wywodach Churchilla jest najważniejszy. W przeciwieństwie do innych oficjalnych spotkań Wielkiej Koalicji, po których pozostawały pięknie brzmiące dokumenty z "Kartą Atlantycką" na czele, konferencja moskiewska pozostać miała zapisana na wziętym ze stołu kawałku kartki. Na brutalną szczerość nawet wielkie mocarstwa nie mogą sobie pozwolić, do dzisiaj zresztą. Zawsze więc chodzi o zapobieganie wojnom i demokrację...
Pogarda Churchilla dla małych krajów, które poprowadzić trzeba za rączkę w świetlaną przyszłość, bo tylko to "zapobiegnie wojnom domowym" [którym, nawiasem mówiąc, wcale nie zapobiegło], dziwnie przypomina kiplingowskie "brzemię białego człowieka". Zresztą nie tylko Wielka Brytania realizowała w swojej imperialnej przeszłości szczytne zasady niesienia pomocy ludom, które "nie dorosły do samodzielności". Podobnie postępowały Stany Zjednoczone niosąc demokrację na Filipiny czy Haiti, a także Rosja cywilizując Kaukaz i Azję Środkową.

PROSTE PYTANIA I WYKRĘTNE ODPOWIEDZI
Konferencja moskiewska mogła obejść się bez oficjalnego rozdzielenia stref wpływów, ale następujące po niej wydarzenia w oczywisty sposób zaprzeczały ideom samostanowienia narodów. A w związku z tym, że nie wszystkich ludzi na świecie cechuje absolutna ślepota i uwielbienie dla prezydentów USA i premierów Wielkiej Brytanii czy ZSRR, zaczęły się pytania. Niewygodne pytania, które i dziś [choć na szczęście rzadko] zadaje się władcom świata.
Zirytowany natrętnymi pytaniami o zasady "Karty Atlantyckiej" Roosevelt odpowiedział:
"Nie ma żadnego egzemplarza Karty Atlantyckiej, o ile ja wiem".
Przyciskany dalej przez zdumionych taką odpowiedzią dziennikarzy prezydent nieco ustąpił:
"No więc dobrze, wszyscy zgodziliśmy się na to, to wszystko, co wiem. Posiadam pewne memoranda, podpisane przez brytyjskiego premiera, lecz to nie był kompletny dokument. Nie uważa się, że on został podpisany przez nas obu" [Lloyd C. Gardner, Strefy wpływów, Warszawa 1999]. Przy okazji prezydent pomylił nawet rok podpisania dokumentu. O ile jednak biedny prezydent musiał ścierpieć niewygodne pytania przez parę minut, to decyzje Wielkiej Trójki miliony ludzi odczuwały znacznie dłużej.
Kwestie "Karty Atlantyckiej" sięgały zresztą daleko poza konferencję "Tołstoj". 47 państw, jakie uznały jej zasady, zgadzały się między innymi na "prawo wszystkich ludów do wybrania sobie formy rządów, pod jaką chcą żyć". A więc należałoby przyjrzeć się nie tylko podporządkowaniu wschodniej Europy Stalinowi i polityce brytyjskiej w Grecji czy koloniach. Francja na Madagaskarze czy w Indochinach, Belgia w Kongo, Holandia w Indonezji - wszystkie te rządy wykazały się dziwnie krótką pamięcią dla deklarowanych podczas wojny ideałów.
Na zakończenie tylko jedno pytanie. Czy wielka polityka zmieniła się w ciągu tych 60 lat, jakie upłynęły od konferencji moskiewskiej?

Andrzej Witkowicz